Refleksje

Nasz listopad i grudzień. Moi ulubieńcy.

22:01:00


Ostatnie dwa miesiące w roku to niby leniwe popołudnia, wczesne wieczory i siedzenie w domu. Niby, bo jak sami zaraz zobaczycie, działo się naprawdę sporo. To były z jednej strony ciemne miesiące, które kojarzą mi się wyłącznie z mrokiem, a z drugiej takie chwile, które rozjaśniają te szarobure dni, które chce się łapać i zatrzymywać w pamięci. Niezwykły czas...

Świątecznie...

Listopad rozpoczęliśmy długim weekendem, a korzystając z okazji, wybraliśmy się do poznańskiej palmiarni, by poczuć trochę ciepła w deszczowe dni. Frajdę mieliśmy wszyscy- znaleźć się w dżungli, w środku miasta- cudowne uczucie. 

Z całą Polską obchodziliśmy także 100-lecie niepodległości. Najpierw piękne przedstawienie przedszkolaków. A 11 listopada, po południu wybraliśmy się z dziećmi na rekonstrukcję bitwy o niepodległość, a wieczorem na koncert muzyki patriotycznej. Takie wydarzenie jest jedyne w naszym życiu i nie wyobrażam sobie, by nie świętować w takim dniu i doceniać wolność na co dzień. 


Święta, Święta i po... Ale wcześniej ten cudowny okres przed. Grudzień pełen oczekiwania, nastroju, magii. Najpierw Mikołajki, kiedy okazało się, że wszyscy byli grzeczni i w bucikach zostawionych przy drzwiach znalazły się prezenty. Później przedszkolne jasełka, w których Polka grała rolę Czerwonego Kapturka- cudowne przedstawienie. Dzieciaki są świetnymi aktorami, a ja nie mogłam się napatrzeć na Polkę w tym kostiumie. Choinka- po kilku latach sztucznej, doczekałam się w tym roku żywej. Nie pachnie, ale jest piękna. I wreszcie Święta- nasze są zwyczajne, bo M często w Święta pracuje. Tak było i w tym roku. W wigilię i drugi dzień Bożego Narodzenia był przed południem w pracy- brakowało mi więc troszeczkę tego rodzinnego luzu, który mają inni. 




Grudzień to także urodziny mojego gwiezdnego chłopca, kóry przecież miał być styczniowy, ale wybrał sobie na narodziny ten magiczny miesiąc. Skończył w tym roku już 3 lata. I trochę mi smutno, że jeszcze chwila i nie będę miała w domu małego bobasa. Zawsze uśmiechnięty, uparty i silny. Mój grudniowy, gwiezdny chłopiec.


Ale grudzień się jeszcze nie skończył. Plany na Sylwestra? Wytrzymać do północy i iść spać. Mój mąż ma w tym roku nockę w pracy, od około 22 do 7 rano go nie będzie, czyli całą sylwestrową noc. Ja zostaję z TVNem i książką. 

Książkowo: dla dzieci
Skoro już o książkach mowa, to na czytelnicze podsumowanie dwóch ostatnich miesięcy przyjdzie jeszcze czas. Jednak czytałam nie tylko dla siebie, ale też dla dzieci. Zrecenzowałam dwie cudowne książki: Filip, lis i magia słów, ciekawą opowieść o zajączkach z wartościami edukacyjnymi oraz Kto się boi mumii?- dla małych miłośników historii. 

W grudniu miały też miejsce drugie już Klubowe Mikołajki facebookowej grupy Przeczytaj & Podaj dalej. W mojej paczuszce znalazłam Mama kłamie i już ją przeczytałam. Miło jest dostać taką niespodziankę. 


Modowo: egzotycznie z bonprix
Kocham sukienki o każdej porze roku i wcale nie rezygnuję z nich zimą. Jest tyle okazji do ich noszenia i wcale nie muszą być typowo zimowe czy grube. Trochę egzotyki poczułam ubierając na wycieczkę do palmiarnii sukienkę od bonprix w kwiatowy wzór z papugami. A Wy nosicie sukienki zimą? Czy tylko w cieplejsze miesiące?


Kosmetycznie: Ekopiękno nie takie piękne
Na początku grudnia, oczarowana targami EKOcuda, wybrałam się na Ekopiękno i... zawiodłam się. Pięknie nie było. W hali MTP było zimno, a wystawców garstka, sporo mniej niż na październikowych targach. Byłam naprawdę zawiedziona (więcej na nie nie pojadę), jednak zrobiłam małe zakupy. Hit kosmetyczny ostatnich tygodni to zakupione na targach masło do ciała o zapachu gruszkowym od Futura Natura- świetnie nawliża i natłuszcza (nie wchłania się od razu, ale nie przeszkadza mi to). Ma lekką konsystencję musu i pachnie delikatnie, gruszkowo, pysznie.
 

Muzycznie: koncertowo
Ach co to był za grudzień! Najpierw jednak moje listopadowe odkrycie, czyli album Tęskno-Mi, a w szczególności utwór Mapa. Posłuchajcie tego i całej płyty (dostępny też na Tidalu)

A grudzień był koncertowy. Mieliśmy zaplanowany jeden, a byliśmy na dwóch w ciągu trzech dni! Bo udało mi się wygrać na FB u Credit Agricole (wcale nie jestem klientem ich banku :P ) bilety na koncert Dawida Podsiadło, jeden z trzech w Poznaniu. Widziałam już Dawida podczas lipcowego Męskiego Grania, ale  koncert plenerowy znacznie się różni od halowego. Z rozmachem, chociaż sam Dawid jest na scenie dość skromny. Uwielbiam jego głos, uwielbiam muzykę.

 
Piątego grudnia więc słuchaliśmy i oglądaliśmy Dawida, a siódmego, w klubie TAMA- Darii Zawiałow. Dużo bardziej kameralny, z mniejszą publicznością, ale przy tym klimatyczny i prawdziwy. Można było bez problemu stanąć pod sceną i dać się po prostu ponieść muzyce. Obydwa jednak cudowne i nie sposób wybrać, który lepszy, bo każdy inny. Uwielbiam muzykę na żywo. 


Filmowo: na bogato!
Nie mogłabym żyć bez książek, muzyki i filmów. Uwielbiam chodzić do kina, dyskutować o obejrzanych filmach. W ostatnich dwóch miesiącach obejrzałam w kinie aż sześć filmów. 
W listopadzie zabrałam Polkę na Hotel Transylwania 3 i uśmiałyśmy się z zakochanego Draka. Córka zabiera go na... wakacje. Tym razem on ma być gościem hotelu, a nie w pracy. Mavis wybiera rejs wycieczkowcem, ale nie wie, że kapitanem jest wnuczka odwiecznego wroga jej taty. 
Męża zaś zabrałam na Planetę Singli 2. Jeżeli nie widzieliście, to koniecznie musicie- ja wyszłam z kina mokra od łez, śmiałam się przez większość filmu. Anka i Tomek mają kryzys w związku, za to mama Anki przeżywa drugą młodość. Świąteczny, romantyczny, zabawny. 
Z mamą obejrzałam Miłość jest wszystkim. Świąteczny film, w którym losy i historie bohaterów się ze sobą przeplatają. Trochę śmieszny, mniej romantyczny, lekko naciągany, ale ostatecznie stwierdziłyśmy z mamą, że nam się podobał i wprawił w świąteczny nastrój, a to chyba najważniejsze. 
Małe i duże dziewczynki zachwycą się Dziadkiem do orzechów i Cztery Królestwa, którego obejrzałyśmy z Polką na początku grudnia. Magiczny, z pięknymi kostiumami, dla marzycielek. 
Fantastyczne były też Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, gdzie było dużo mniej zwierząt niż w pierwszej części filmu, ale za to mogłam wrócić do Hogwartu! I ten Dumbledor, którego charakter nie jest taki idealny...
Jednak najlepszym filmem grudnia był ten, o którym głośno było na niejednym blogu, czyli Narodziny Gwiazdy. Połączenie muzyki i filmu, to coś co kocham najbardziej. Tu muzyka jest cudowna, a opowieść? Romantyczna, tragiczna, realna. Temat alkoholizmu i bardzo podobnego samobójstwa niestety jest mi znany, tym bardziej film na długo pozostanie mi w pamięci. Nie jego smutne fragmenty, ale te piękne. I piosenka Shallow- nie wierzę, że ktoś jeszcze jej nie słyszał. 

Blogowo: rekordowo
W listopadzie opublikowałam aż 11 nowych wpisów! To na moje leniwe ostatnio blogowanie naprawdę dużo. Najchętniej czytaliście o moich wymarzonych prezentach oraz marzeniu każdej małej dziewczynki- lalce Little Joy.
W grudniu zaś rekordy popularności biła recenzja Pokoju kołysanek Nataszy Sochy oraz nasza nowa kuchnia od Black Red White.

Ostatnie, ale nie najgorsze. Intensywne, bogate w wydarzenia, chwile i emocje. Najpiękniejsze, najbardziej magiczne dni w roku. Takie były ostatnie dwa miesiące. Niech tej magii nie zabraknie i w kolejnych...

PODOBNE POSTY

13 komentarze

  1. wow,ale intensywny miesiąc obfitujący w mądrą rozrywkę zaróno dla Ciebie jak i dzieci

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się, czy w tym roku uda mi się nie zasnąć w sylwestrową noc, może dobra książka właśnie pomoże. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To był dla Ciebie naprawdę intensywny czas!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój synek uwielbia książkę Kto się boi Mumii. Wydawnictwo Polarny Lis nigdy nas nie zawodzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale intensywny czas :) Spełnienia marzen dla synka <3

    www.biskolasu.eu

    OdpowiedzUsuń
  6. Duzo się u Was działo, pięknie spędzony czas :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo intensywnie, ale w sumie ja też mam podobnie :) dużo się dzieje

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)