Miejsca

Odczarować Łódź

07:18:00

Kiedy powiesz komuś, że jedziesz do Łodzi, zapyta zapewne A po co? I doda, że tam nic ciekawego nie ma. Łódź była dla mnie tajemnicą. Kojarzona z najdłuższą ulicą w Polsce, włókiennictwem, biedą, ruinami fabryk i muralami. Nawet Bogusław Linda stwierdził, że to miasto meneli. Jaką ja Łódź zobaczyłam?

Puste miasto
Wiecie, że Łódź to trzecie co do wielkości (pod względem mieszkańców) miasto w Polsce? Ja nie wiedziałam, dopóki nie wyczytałam tego w Wikipedii. Nie widać też tego na ulicach. Przesiedliśmy się na Widzewie i wylądowaliśmy na Fabrycznej. Nowym, pięknym, ale niezwykle pustym dworcu. Było tam cicho. Pasażerów niewielu, albo rozpierzchli się po całej powierzchni hali głównej. Tak inny jest ten dworzec od tętniącego życiem Poznania Głównego- już wiedziałam, że Łódź ma nieco mniejszy temperament. Widać to było także podczas spacerów po łódzkich ulicach- niewielu przechodniów poza głównymi ulicami. Gdzie te sześćset tysięcy mieszkańców?
Muszę jednak przyznać, że ten spokój mnie zauroczył. Centrum wielkiego miasta, a tu cisza i spokój, jak w naszym miasteczku. Co kawałek piękne parki, a w nich cudowne place zabaw.


Czy w Łodzi warto coś zwiedzić?
Specjalnie przyjechaliśmy na SeeBloggers dzień wcześniej, żeby zwiedzić Łódź. Czyli jest tam coś do zobaczenia? Oczywiście! Właściwie na zwiedzanie mieliśmy jeden dzień, bo kolejne spędziliśmy w EC1 na spotkaniach i warsztatach, więc zobaczyliśmy tylko niewielki fragment tego naprawdę pięknego miasta.


Skansen w Centralnym Muzeum Włókiennictwa
Obowiązkowym punktem na mojej liście było Centralne Muzeum Włókiennictwa. Powiecie Muzeum? Eeeee nuda. Nigdy! Łódź włókiennictwem stała, więc nie wyobrażam sobie, bym nie poznała tej części jej historii. Muzeum mieści się w odrestaurowanej Białej Fabryce Geyera. Można w niej zobaczyć wystawy stałe i czasowe. Zobaczyliśmy cudowną wystawę kolekcji Christiana Diora, Metamorfizm- Magdaleny Abakanowicz i Polishup, czyli wystawę polskiego designu. Najciekawsze jednak są wystawy stałe, czyli interaktywna kotłownia. Tam można zobaczyć jak działała maszyna parowa, która napędzała całą fabrykę. Dzieciaki mogą pograć w quizy lub gry. Nas szczególnie zainteresowała rekonstrukcja tkalni z przełomu XIX i XX wieku, gdzie przemiły, który miał sporo wolnego czasu (tego dnia w muzeum było pusto- skończył się okres wycieczek szkolnych) opowiedział nam o pracy tkaczek i z bliska zaprezentował pracę maszyn. Bardzo chciałam zobaczyć łódzki skansen architektury drewnianej, ale okazało się, że przygotowują się do remontu i można go obejrzeć tylko z zewnątrz (czynny będzie za 2 lata). Sama Fabryka zachwyciła mnie przestrzenią. Pieknie odnowiona, warta zobaczenia, chociażby dla samej architektury.

Wystawa kreacji z domu mody Dior

Rekonstrukcja tkalni


Księży Młyn przeszliśmy żeby poczuć esencję łódzkiego klimatu. Idąc od strony Muzeum zobaczyliśmy najpierw odnowiony budynek przędzalni, a później, niepweni czy dobrze idziemy, weszliśmy w niepozorną bramę, by dojść do serca tego miasta w mieście. Zobaczyliśmy rzędy famuł, czyli łódzkich domów familijnych. Część już odnowionych, z pięknymi zielonymi drzwiami i oknami, z uroczymi lufcikami. Część jeszcze zakurzonych i czekających na lepsze czasy. To tylko kawałek Księżego Młynu. Przeszliśmy zaledwie kilka uliczek i skierowaliśmy się do Parku Źródliska II (nie wiedząc, że jest tam Muzeum Kinematografii), by zarejestrować się na SeeBloggers w EC1.




Klimatyczny Księży Młyn




Niestety samego kompleksu EC1 i planetarium nie udało nam się zwiedzić. Wychodząc z ulicy Targowej chciałam zobaczyć pobliską cerkwię, a dotrzeć chcieliśmy na początek Piotrkowskiej. I w tym momencie dopadło nas przemęczenie, głód i mapa Google ześwirowała. Kierując się w dobrym kierunku, będąc kilka kroków od tej najdłuższej w Polsce ulicy, spojrzałam w telefon i stwierdziłam, że idziemy źle. Weszliśmy w remontowaną Wschodnią i pogubiliśmy się zupełnie. Na papierowej mapie nie umieliśmy się odnaleźć, w telefonie prowadziło nas zupełnie gdzie indziej, więc zawróciliśmy. I szliśmy, szliśmy, szliśmy, coraz bardziej wkurzeni i zmęczeni, głodni, nogi odmawiały nam posłuszeństwa. Aż doszliśmy do punktu, w którym zorientowaliśmy się, że.... cały czas szliśmy równolegle do ulicy Piotrkowskiej! Niestety złość i zmęczenie wygrały, zamiast na spokojnie spojrzeć w mapy, gnaliśmy do przodu. Łatwo jest się zgubić w obcym mieście.
Trasa naszego spaceru, wraz z pogubioną drogą ;)


Kolorowa ściana miasta
Będąc w Łodzi nie da się nie zobaczyć murali, bo natknąć się na nie można w wielu uliczkach. Miałam to szczęście, że dzięki SeeBloggers, mogłam skorzystać z fotospaceru (a raczej wycieczki autobusowej) śladem murali. Historię i dzieła sztuki na łódzkich ścianach opowiadał Michał Bielżyński, czyli dyrektor ds. sztuki w przestrzeni publicznej w Łodzi. Człowiek, który zorganizował ponad 70 artystycznych projektów. Pokazał nam i opowiedział o powstawaniu murali, artystach, ścianach i technikach. Murale pokazywał w kontekście innych prac danego artysty. Zobaczyliśmy najciekawsze dzieła: wykute w ścianie, z metalowych prętów, jedne z pierwszych, malowane tuszem.... Taka wycieczka jest o wiele ciekawsze niż samotny spacer ulicami Łodzi.
Michał Bielżyński opowiada o muralach







Piotrkowska i reszta
I dochodzimy do Piotrkowskiej, głównej ulicy Łodzi. Tu nie żaden Stary Rynek jest turystycznym centrum miasta, ale właśnie ta, 4,2 km ulica, na której cudowne, zabytkowe, odnowione kamienice, przeplatają się z tymi zniszczonymi i zapomnianymi lub jakimiś PRL-owskimi klockami. Warto zacząć spacer po niej od samego początku, bo pod numerem trzecim, ukryty w bramie, znajduje się Pasaż Róży, podwórko, którego ściany wyłozone są lustrzaną mozaiką. Warto wybrać się tam popołudniem, w słoneczny dzień. My byliśmy pochmurnym porankiem i nie było tego efektu WOW. 
Pasaż Róży
Na Piotrkowskiej spotkać można Misia Uszatka, przejść Aleją Gwiazd, usiąść na ławce z Tuwimem lub przycupnąć obok Reymonta, kończąc spacer po deptaku na najbardziej kolorowym przystanku w Łodzi.









Kawa z Tuwimem



Miasto meneli?
Troszkę muszę Lindzie przyznać rację. W Łodzi zagęszczenie menela na mert kwadratowy na pewno przekracza polskie normy. To pierwsze co nam się w oczy rzuciło po przyjeździe, a może po prostu mają swoją bazę na ulicy Tuwima? Przesiadują wokół fontanny, jeszcze nad ranem bujając się na ławkach. Na szczęście nie zaczepiają. I wpasowują się w obraz tej mniej atrakcyjnej części miasta. 


Do następnego
Patrząc na mapę łódzkich atrakcji, to sporo nam zostało jeszcze do zobaczenia. Na pewno tam wrócę. A gdybyście zastanawiali się, gdzie spać w Łodzi, jaki hotel wybrać by poczuć klimat tego miasta, to polecam Wam miejsce, które sama wybrałam. Good Time Aparthotel, czyli Łódzki Historyczny Kompleks Apartamentowy. Kamienica pod 120 numerem Piotrkowskiej, w klimacie XIX wieku. Piękne wnętrza, cudowne, drewniane schody (chociaż wchodzenie na 3 piętro, po 10 km spacerze było ciężkie), cegła, wygodne apartamenty. W kompleksie zobaczyć można czasowe wystawy łódzkich artystów. 

Klatka schodowa w Good Time Aparthotel
A w podwórzu mieści się także restauracja Otwarte Drzwi. Włoska knajpka z przepysznymi makaronami. Jak już tam będziecie to koniecznie spróbujcie też bezalkoholowego mohito- najlepsze na gorące dni. Gdzie jeszcze zjeść w Łodzi? Pewna mieszkanka poleciła bar Jerry's Burger- tu z kolei zjemy coś z kuchni amerykańskiej. Wyśmienite burgery i mega pancakes (jadłam z masłem orzechowym, nutellą i marshmallows)- porcje tak duże, ze nie da rady zjeść samemu. 

Zoabczyłam zaledwie fragment Łodzi podczas tego ekspresowego zwiedzania. Sporo detali pewnie przeoczyłam, w wiele miejsc nie dotarłam. I właśnie ten fakt świadczy o tym, że w Łodzi ciekawych rzeczy do zobaczenia jest naprawdę dużo. Że miasto się odnawia, odczarowuje ten smutny wizeunek upadłego. Mnie oczarowało i mam nadzieję jeszcze niejednym zaskoczy, bo planuję tam wrócić za rok. Do następnego...

PODOBNE POSTY

9 komentarze

  1. Nigdy w Łodzi nie byłam. Także miło mi obejrzeć Twoją relację z wizyty tam. Kto wie może kiedyś się wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może będę mieć możliwość kiedyś pozwiedzać to miasto:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba raz i na szybko byłam w Łodzi, więc ciężko mi opisać swoje wrażenia, ale raczej kojarzy mi się ze smutnym miejscem. Chociaż może kiedyś też będę miała okazję zweryfikować swoje pierwsze wrażenie 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Łódź zawsze była dla mnie tylko miejscem w trasie. Może w końcu i tam kiedyś zawędruję na dłużej niż postój na siku na stacji paliw?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w Łodzi nigdy nie byłam bo jakoś nie interesowało mnie to miasto pod względem turystycznym.Nie wiedziałam że na wielu blokach istnieją tak piękne malunki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Do Łodzi mam jakieś 60km i byłam w niej setki razy... Dawniej głównie "zwiedzałam" szpitale, potem przyszedł czas na budynki, galerie, ul Piotrkowską, sądy... No i nastał etap wizyt z dzieckiem... Zoo, muzeum Semaforu, Eksperymentarium a kilka dni temu odwiedziliśmy np Papugarnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie byłam w Łodzi, a widzę, że warto się tam wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W Łodzi byłam dotąd tylko 2 razy i nigdy nie udało mi się jej zwiedzić :/

    OdpowiedzUsuń
  9. To I tak sporo udało Ci się zobaczyć. Ja przyjechałam w piątek I totalnie nie miałam siły. Murale cudowne, klimatyczne dużo wprowadzają do kultury Łodzi. Manufaktura-świetny pomysł na zatrzymanie historii. Muszę tam jeszcze się wybrać. Poczuć tę Łódź pełną kontrastów.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)