Biblioteczka

Czy kontynuacje są równie dobre jak pierwsze tomy/części powieści? Conviction- Corinne Michaels

21:29:00


Często, gdy jakaś książka odniesie sukces, autor decyduje się na kontynuację losów bohaterów. Innym razem z góry zakłada kolejny tom, więc pierwszy kończy jakimś nagłym zwrotem akcji, by czytelnik nie mógł doczekać się następnej części i pozostawia się książkowego mola w niepewności na kolejne miesiące. I w jednym, i w drugim przypadku, zachwyceni książką, spieszymy do księgarni po kolejny tom. Ale czy kontynuacje są równie dobre jak te pierwsze części?

Muszę przyznać, że ostatnio rzadko czytam serie. Jedyną, ukochaną, która moim zdaniem trzyma poziom we wszystkich 7 tomach jest oczywiście Harry Potter. Inne, popularne, jak Zmierzch, Igrzyska śmierci, Niezgodna, w drugiej i kolejnych częściach mnie nudziły. Nie byłam zainteresowana losami bohaterów, miałam wrażenie, że ich życiorysy są wymyślane jakby na siłę. 

Wciągnęłam się w zeszłym roku w romans między Chyłką a Zrodonem Mroza, chociaż ten autor mnie nie zachwyca i to jedyna seria, którą czytam na bieżąco. Może dlatego, iż autor tak kończy kolejne tomy, że chcę się dowiedzieć co tam się stało? Wiecie, w krytycznym momencie, jak odcinek serialu, na który musicie czekać cały tydzień (w przypadku Mroza miesiąc lub kilka). Nie zamyka przygód z ostatnią stroną książki, a kropka wcale nie kończy rozpoczętego zdania. Tak skończyła się także powieść Corinne Michaels Consolation od Wydawnictwa Szósty Zmysł, więc wbrew swoim zwyczajom, z nadzieją, że dostanę równie dobą lekturę, sięgnęłam po drugi tom tego duetu- Conviction

Nadzieja nie jest gwarancją spełnienia marzeń. Nie odmalowuje pięknych wizji i nie przynosi ulgi. To coś, czego czepiamy się kurczowo, gdy potrzebujemy powodu, w który możemy wierzyć. 

By opowiedzieć o tej książce, musze zdradzić jak zakończyła się pierwsza (będzie więc mały spoiler obu tomów, tutaj pełna recenzja pierwszego). Mamy tu klasyczny trójkąt: Natalie, Aarona i Liama. Natalie oczekuje dziecka swojego męża, Aarona, byłego wojskowego. Na jakiejś tajnej misji dochodzi do tragedii i jej mąż ginie (a przynajmniej tak wszyscy myślą). Dziewczyna nie może poradzić sobie z emocjami, aż przyjeżdża przyjaciel jej męża- Liam. Zakochują się w sobie i gdy zaczynają sobie układać życie... okazuje się, że mąż Natalie jednak przeżył, ale był więziony. I tu kończy się Consolation- książka, która bardzo mi się podobała, była pełna skrajnych emocji, ale doskonale wyważonych. 

Czasami ból jest tak dominujący, że żadne słowa nie uleczą zadanych ran.

Długo zastanawiałam się co napisać o Conviction. Kontynuacja była dla mnie zbyt przewidywalna. Z góry założyłam, że Natalie i Liam będą ze sobą, a rozterki bohaterów uznałam za niepotrzebne przedłużanie. To kolejny tom wypełniony po brzegi emocjami, ale jakby tych dramatów w życiu bohaterów było już zbyt wiele. Bo Liam czuje, że nie ma prawa do żony przyjaciela, Natalie pogrzebała już męża i kocha Liama, ten wyjeżdża na misję (również jest żołnierzem), a Aaron zmaga się z demonami wojny i swojej przeszłości. W dodatku matka Liama ma wypadek, z nim tracą łączność, Natalie znów umiera z niepokoju. Kumulacja emocji, w dodatku tych niezbyt pozytywnych, jest po prostu dla mnie za duża. W Consolation rozpacz zastąpiła miłość, a tutaj mamy jeden wielki emocjonalny chaos. I tej miłości jakby mniej, bo przysłaniają ją tragedie. 

Czasami trzeba przedzierać się przez zło, aby móc odkryć dobro. 

Conviction jest dopełnieniem Consolation, ale też jakby przedłużeniem. Niestety nie wychodzi to temu duetowi na dobre. Uważam, że autorka mogła oszczędzić bohaterom kilku dodatkowych dramatów i zamknąć całość, w jednym, ciut dłuższym tomie, a nie rozwlekać i dokładać nieszczęść Natalie i Liamowi. I oni się zmieniają. W tej kontynuacji odrobinę przestałam ich lubić. Natalie wydaje mi się samolubna, a Liam ślepo w nią zapatrzony. Aarona zaś, chociaż kawał drania z niego, było mi po prostu żal. 

Duetów jednak się nie rozdziela, więc kto przeczytał tom pierwszy może sięgnąć także po drugi. Dostanie zakończenie tej histori i pełen pakiet emocji. Dodatkowo niewymagającą lekturę, bo pani Michales pisze bardzo lekko. Nadal jednak twierdzę, że pierwsza część jest zawsze najlepsza, a czytanie kontynuacji można już sobie podarować ;)

Czytacie seriami? Która trzyma poziom we wszystkich tomach?

*cytaty pochodzą oczywiście z książki Conviction Corinne Michaels

PODOBNE POSTY

12 komentarze

  1. Rzadko czytam serie ale odrazu przyszły mi do głowy "Kwiaty na poddaszu". Pierwsze dwa tomy dla mnie super ale reszta... przerobił, trochę ciekawiej ale jakieś takie naciągane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ten mój słownik... miało być "przerobiłam, troche ciekawe"

      Usuń
  2. Rzadko czytam serie. Wolę jeśli cała historia jest zamknięta w jedynym tomie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedługo zaczynam ten tom. Ciekawe jak ja go odbiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam, ale też jestem fanką Harryego Pottera, więc może przypadła by mi do gustu ta seria książek, chociaż wiem, że to zupełnie inny rodzaj literacki! Może się zdecyduję ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię kontynuacje, tylko że z jakością róznie to bywa ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Z kontynuacjami to różnie bywa, jedne są słabsze, a z kolei w innych dopiero w kolejnym tomie autor rozwija skrzydła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm...a aj lubię serie. najbardziej te kryminalne, ale one rządzą się chyba nieco innymi prawami. Mroza nie czytałam. Znaczy nie serii o Chyłce, ale zbieram się do tego. I fakt, Mróz jest mistrzem zakończeń zmuszających do siągniecia po kolejny tom. Za to przemawiają do mnie serie polskich autorek. Ot choćby Magdalena Kordel z jej Malowniczem. O i jeszcze trylogie Grabowskiej. I seria "Spacer Aleją Róż' Edyty Świętek. Ale zgadzam się, że czasami drugie częsci są tworzone trochę na siłę i jakby na fali sukcesu poprzedniej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Są serie, które uwielbiam, ale są też i takie, gdzie nijak nie mogę przebrnąć przez kolejne tomy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdarza mi się trafić na takie kontynuacje, które są o wiele lepsze od pierwszego tomu. I chyba to cieszy mnie najbardziej, bo widać, że autor nad sobą (i treścią) pracuje, że szlifuje warsztat. Często spotykam się z "syndromem drugiego tomu" - zdarza się, że ta dwójeczka niewiele wnosi - niby ciągnie jeszcze pierwszy tom (jest jego wspomnieniem) i niby też wprowadza do trzeciego... i to takie, o, byle napisać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam wrażenie, że najcześciej są gorsze i łatwo da się wyczuć, że tworzone na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak jak w przypadku filmów, czasem kontynuacja to nie jest dobry pomysł. Czasem jednak się zdarza, że kolejne części są lepsze od tej pierwszej :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)