Refleksje

Wybór mamy...

21:19:00


Znów jestem bez pracy. Od końca urlopu macierzyńskiego praktycznie stale czegoś szukam. Poprzednio sama zrezygnowałam ze względu na atmosferę, teraz szefowa zamyka, po zaledwie kilku miesiącach, sklep- zdążyłam tam przepracować tylko czerwiec. Niełatwo jest o pracę w małym mieście. Teoretycznie mam wybór- mogłabym dojeżdżać do pobliskiego Poznania. Niestety wybór mama ma niewielki i zawsze coś kosztem czegoś...

Trzy opcje
Wybór ogromny? Powiecie, że trzy opcje to już nadto. Mogę szukać pracy w moim mieście, zazwyczaj poniżej kwalifikacji czyli w sklepie, markecie lub na produkcji. Praca jak widać niepewna- większość prywaciarzy ledwo przędzie i co się człowiek ucieszy z umowy, to zaraz dostaje wypowiedzenie. Zero stabilności, zarobki niewielkie- na nianię czy prywatny żłobek (bo państwowego u nas nie ma) ledwo starczy. A po cóż iść do pracy, by zarabiać tylko na opiekę dla dziecka? Niby mamy pomoc w dziadkach, ale latem sytuacja się nieco komplikuje. 
Jeżeli zaś chciałabym pracować w zawodzie (a niewielkie doświadczenie mam), to pozostają mi dojazdy. Osiem godzin pracy plus dojazd, to mniej więcej 10-12 godzin poza domem. Codziennie. Od poniedziałku do piątku.
Opcją trzecią jest całkowita rezygnacja z pracy. To chyba nie dla mnie, bo nie jestem osobą, która potrafi usiedzieć w domu. I cierpi na tym domowy budżet. Praca w domu to ostateczność, bo potrzebuję wyjść do ludzi, czuć, że pracuję, a nie klepać tylko w klawiaturę, po nocach lub odganiając się od dzieci. 

Wybór mamy
Kilka lat temu nie miałabym problemu i od razu podjęłabym pracę z dojazdami. Ale kilka lat temu decydowałam tylko o swoim czasie (i czasie M). Dzisiaj muszę spróbować wpasować swoje życie zawodowe w czas dla dzieci, czas dziadków, którzy ewentualnie nam pomogą. To poświęcenie codziennie dwunastu godzin, z których zapłacone będę miała za osiem. Cztery idą na zmarnowanie. Przy obecnym rytmie dnia wychodziłabym z domu około 6 rano i wracała o 18. Emila bym widywała chyba tylko w weekendy, gdyż wstaje około 6/7, a chodzi spać pomiędzy 18 a 20. Teoretycznie więc mam wybór, ale wybór mamy jest bardzo trudny. Chociaż nie, on jest niezwykle łatwy- mama zawsze wybierze dzieci.

Priorytety
Na pierwszym miejscu mamy zawsze stawiają dobro dzieci. Nawet kosztem siebie, swoich pragnień. Wraz z narodzinami dzieci przestawiają nam się priorytety. Muszę przyznać, że przy drugim dziecku i mając te kilka lat więcej, to dopiero widzę jak ten czas pędzi i nie chce się zatrzymać. A ja chcę go trochę spowolnić, nie chcę tracić tych jedynych w swoim rodzaju chwil. Dosyć ich przegapiłam, kiedy Polka była mała. Teraz pragnę mieć swoje maluchy jak najwięcej przy sobie, chcę by wiedzieli, że mama jest, a nie tylko przynosi do domu pieniądze. Ale chcę też być mamą, ale pozostać sobą. Jak pogodzić czasem tak dwie różne kwestie? Muszę iść ze swoimi pragnieniami na jakiś kompromis. Muszę z czegoś zrezygnować. Tak bym ewentualne koszty swoich decyzji poniosła tylko ja, a nie odbiło się to też na innych. I tu to nielubiane- muszę się poświęcić...



Poświęcenie?
Nie do końca. Nie mam parcia by robić karierę, nie czuję, że muszę się wyrwać do dużego miasta. Troszkę wymuszona na mnie sytuacją decyzja jest w stu procentach zgodna z moim wewnętrznym ja. Na razie nigdzie się nie wybieram. Postanowiłam, że do września nie szukam pracy. Nie szukam na siłę, przeglądać będę miejscowe ogłoszenia, bez spiny wysyłać CV. Jeśli trafi się praca, choćby w sklepie- fajnie. Zawsze to okazja do zarobku i możliwość na chwilę wyrwania się z domu. Na realizację swoich planów i pragnień, a nie tylko tych domowych. Nie czuję, że rezygnuję z jakiś zawodowych marzeń, bo ich zwyczajnie nie mam. Dla mnie ważne jest rodzinne tu i teraz. Moje spełnione marzenie, w postaci mojej rodziny. Ono jest dla mnie najważniejsze. 

Moja decyzja
Muszę przyznać, że długo dochodziłam do tych wniosków. Miotałam się pomiędzy jedną a drugą decyzją. Sama nie wiedziałam, czego chcę. Wiele wysłanych CV, kilka rozmów, dziesiątki innych odwoływałam, po zrobieniu rachunków zysków i strat, a wcale nie pieniądze w tych obliczeniach grały główną rolę. Musiałam to sobie sama przeanalizować, poukładać. Mam czas. Jestem młodą mamą i nie musze się teraz nigdzie spieszyć. Wiem czego chcę. To jest mój wybór. Mój, jako mamy.

PODOBNE POSTY

11 komentarze

  1. Ja nie planuję szukać pracy jeszcze przez rok co najmniej. Jak Oli pójdzie do przedszkola i się tam zaaklimatyzuje, to dopiero zacznę o czymś myśleć. Z Tinką byłam w domu przez trzy pierwsze lata i z Oli też mam taki zamiar ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś kosztem czegoś. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło. Szczęście czas szybko leci i dzieci szybko rosną ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi kończy się niedługo wychowawczy - i też ciągle się miotam, bo wracać do poprzedniej pracy nie chcę i w sumie nie mam do czego...Najchetniej zostałabym w domu jeszcze jakiś czas i wykonywała pracę zdalnie - ale myślę, że to mało realne rozwiązanie. Gratuluję Ci decyzji - każda jest właściwa, jeśli Ty dobrze się z nią czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie. Uroki małych miejscowości to to, że fajnie się mieszka bo o pracę na zadupiu ciężko. Też stoję przed tym dylematem. Mam dość pracy za najniższą krajową, a wizja pobytu poza domem z dojazdami 12 h mnie przeraża...

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Cię doskonale - jako mama i jako kobieta. Mój niedawny powrót do pracy po urlopie macierzyńskim był pozornie łatwy, bo wiedziałam, że wracam. Miejsce pracy jest dogodne, z możliwością rozwoju i realizacją zawodowych planów, ale... No właśnie, zawsze jest ta druga strona medalu, ta bardziej cenna i bliska sercu. Rozstanie na wiele godzin z dzieckiem bywa niekiedy zbawienne dla zachowania równowagi, ale także bardzo stresujące emocjonalnie.
    Życzę Ci, abyś kroczyła swoją drogą pewnie, a sprawy zawodowe poukładały się zgodnie z Twoją rodzinną codziennością. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Każdy ma swoją drogę i dla każdego, co innego będzie lepsze, a w przypadku mam to zawsze jeszcze jest balansowanie między swoimi potrzebami, a potrzebami dzieci. Klucz to jakoś to sobie wszystko ogarnąć i pozostać w zgodzie ze sobą :)
    Piękne fotki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam klimat w temacie pracy, małej miejscowosy. Szukałam długo. Młoda poszła do przedszkola, ja znalazłam staż. Od września w końcu, po wielu latach poszukiwań będę pracować w zawodzie :-) co ja będę dużo pisać- rozmawiałyśmy o tym :-) antyterrorystka

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dokłądnie tak samo jak ty!. Co prawda mieszkam bliżej miasta, ale w takim położeniu, że dojazdy łącznie z ośmioma godzinami pracy zajmowałyby mi po ok 10 dziennie. Wtedy powrót do domu i co? Czas z córką czy gonienie domowych obowiązków? Oczywiście corka, a obowiązki....w nocy...to kiedy czas na sen? I kółko się zamyka :( Nie jestem już tak młoda jak Ty , więc i dylemat mam dużo większy, bo o prace będzie mi co raz trudniej :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wprawdzie do pracy pójdę najszybciej w przyszłym roku w okolicy listopada. Kiedy edycja młodszy będzie przedszkolakiem i się jakoś fajnie nam to poukłada. Mam chęci by iść już teraz, ale praca na same opłaty za opiekę nad dzieckiem to trochę słabo. Wiadomo, byłoby lepiej z kolejną pensją... Ale tak jak piszesz, wszystko to takie coś kosztem czegoś, do tego emocje względem małego dziecka, domu rodziny... Nie mamy łatwo. Wierzę jednak ze uda się poukładać wszystko fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Idealnie byłoby mieć pracę zdalną :) Sama zastanawiam się, co będzie po moim macierzyńskim. Ja mieszkam w dużym mieście, ale niestety, nie mamy tu rodziny do pomocy. Nie jest łatwo z 2 dzieci, szczególnie, jak zaczyna się sezon na chorowanie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wróciłam do pracy od razu po urlopie czyli 12 lat temu były to ...4 miesiące a 7lat temu 6miesiecy ale zostałam rok. Mam taką pracę, że musiałam szybko wrócić.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)