Refleksje

Rok macierzyńskiego? Nigdy więcej...

11:16:00


Rok urlopu macierzyńskiego, czyli rok siedzenia w domu. A nawet 18 miesięcy licząc jeszcze czas na zwolnieniu lekarskim. Zazdroszczę mamom, które spełniają się przez lata wyłącznie opiekując się dziećmi i zajmując domem. Ja jestem zmęczona i czuję, że przez ten rok się pogubiłam.

Czuję się jak Syzyf, który codziennie toczy tę swoją kulkę pod górkę. Wstać, mleko, ubrać jedno i drugie, wyprawić do przedszkola, obiad... byle do wieczora i jutro od nowa to samo, czasem, rano, na siłę przyklejając uśmiech. Nawet zabawa z dziećmi nie cieszy mnie tak jak dawniej, bo więcej rozdzielania by jedno drugiemu krzywdy nie zrobiło, niż zabawy. 

Niby wiedziałam na co się piszę, przecież to już drugi raz. Drugi, ale inny. Pogubiłam się. Wszystko mnie irytuje, brak mi cierpliwości i szybko się wściekam. Bo czuję, że brak mi codziennej radości. Tylko takie Przynieś, wynieś pozamiataj, przewiń pieluchę, zrób herbatę, daj obiad, ogarnij kuchnię, salon i łazienkę, bo poza ten obszar od tygodni nie potrafię wyjść- ledwo posprzątam, to znów to samo i jak ten Syzyf, tę kulkę... Na ogarnięcie siebie już nie mam siły ani chęci, a jedyne co robię wieczorem, to zakopuję się pod kocem z książką w ręku i próbuję oderwać od tego wszystkiego.

Od września nawet na spacery nie wychodzę, a trasa szybkiego wyjścia obejmuje dom-przedszkole- Biedrę- dom. Dłuższe wyjścia zdarzają mi się niezwykle rzadko, a przecież powinnam korzystać, póki mogę, póki jestem w domu, tylko dlaczego mi się nie chce?

Tak, wpadłam w jesienno-zimowy dołek i nie potrafię z niego sama wyjść. Potrzebuję kopa, porządnego kopa w tyłek, by wejść na właściwe tory. Zamiast korzystać z każdej chwili tego roku, czuję się rodzicielsko rozmemłana, psychicznie rozbita. Jakbym nie miała żadnego celu w życiu, a jutro nie miało nadejść, bo wciąż, przez cały rok, przeżywam ten sam dzień, jak Dzień Świstaka. Powiecie: szara rzeczywistość. Tylko ja bym chciała, żeby ona nie była aż tak szara. 

Nigdy więcej roku macierzyńskiego! Wiem, że to najwazniejszy rok w życiu dziecka, ale kiedy matka nie jest szczęśliwa, to nie potrafi też dać szczęścia swoim dzieciom. W bilansie, strat dla mnie wychodzi zbyt wiele. Zgnuśniałam, wypadłam z rynku pracy na całe 18 miesięcy, straciłam trochę poczucia wartości, czuję się samotna, pogubiłam się. 

I gdybym tylko miała pewność, że będę miała po ciąży gdzie wrócić, gdyby ten rok, nie był rokiem gwaracncji jako-takiej stabilności finansowej, z części tego urlopu już dawno bym zrezygnowała. Wbrew pozorom jestem bardziej zorganizowana, kiedy pracuję i nagle jakbym czasu miała na wszystko więcej. Dzieci nie zostałyby bez opieki, na co pozwala system pracy mojego męża i niezastąpiona pomoc dziadków. 

Próbuję się podnieść, szukam nowej pracy, uzupełniam swoje wykształcenie, staram się być bardziej cierpliwa i działać efektywniej, czerpać z każdej chwili. Próbuję ogarnąć mój osobisty chaos, tak by nigdy więcej nie wpływał na moją rodzinę negatywnie. 

Trzymajcie za mnie kciuki. Nie tylko różowo jest niezwykle prawdziwym hasłem.

PODOBNE POSTY

54 komentarze

  1. Eh, Iza, czułam się dokładnie tak samo. Odzylam kiedy mała poszła do żłobka a ja zaczęłam pomagać mężowi w firmie. Jednak coś innego niż zupki i kupki jest absolutnie niezbędne! Myślę że powie to większość mam. Trzymam mocno za Ciebie kciuki. Wiem jak jest ciężko. Dasz radę, weź się w garść, jeszcze tylko trochę! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam za Ciebie kciuki. I wiem co czujesz ja mam tak samo. A siedzę z córką w domu dłużej niż Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dłużej niż rok, półtora chyba nie dałabym rady :(

      Usuń
  3. Takie doły to chyba nieodłączny element macierzyństwa. Prowadzisz blog, zatem masz coś więcej niż dom i sprzątanie! Nie wyobrażam sobie macierzyńskiego spędzonego poza domem. Ale niestety - nie ma u nas elastyczności w zatrudnieniu, która pozwalałaby na pogodzenie obowiązków macierzyńskich i pracy. Próbowałam i zdalnie, i na część etatu, ale nie wyszło nic z tego satysfakcjonującego. Więcej było w tym frustracji z powodu braku ciekawych ofert...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pracowałam przed ciążą w fajnym systemie- 3 dni w biurze, 2 dni zdalnie i byłam naprawdę zadowolona z systemu mojej pracy. Nie potrafię wyłącznie zajmować się dziećmi

      Usuń
  4. Czuję to samo. Mam wrażenie, że już nigdy nie wrócę do normalnego, nie-rozlazłego życia. Przed ciążą byłam pracoholiczką, pracowałam w dwóch miejscach jednocześnie, na dwie zmiany i wszystko miałam ogarnięte na sto procent. Teraz nie mogę ogarnąć się z wyjściem dalej niż do sklepu. Mieszkanie na wygwizdowie nie pomaga. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że to tylko chwilowe i wszystko wróci na swoje tory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Ogarnięcie się, szczególnie zimą, z wyjściem dalej niż do sklepu to horror. Ja mam dość zanim wyjdę z domu, szczególnie z dziećmi, bo ubranie dwójki to hardcor ;)

      Usuń
  5. Iza, trzymam kciuki, nie daj się! Dla mnie rok macierzyńskiego był fantastyczny i nawet tęsknię do tamtych czasów...:-) ehh... lubię swoją pracę, ale czasem wolałabym polenić się w domu.
    Masz blog - nie jest tak źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog to nie wszystko ;) Brakuje mi wyjścia do prawdziwych ludzi, nie tylko wirtualnych ;)

      Usuń
  6. Jakbym czytała o sobie...są dni,że mam wrażenie, że wpadam już w jakąś depresję przez to ciągłe siedzenie w domu, przez tą rutynę, sprzątanie. Dzieciaki dają popalić tak,że czasem mam ochote wyjść i nie wrócić przez kilka dni. A jednocześnie nie wyobrażam sobie żebym miała z nimi nie siedzieć. 2 lata to dla mnie to minimum, kiedy dziecko powinno być w domu z mamą. Ostatnio staram się pracować nad sobą, wrzucić na luz i bardziej doceniać te chwile z chlopcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj 2 lata to bym chyba w mega depresję popadła. Ja nie potrafię siedzieć w domu z dziećmi, a im mniej mam dla nich czasu, tym tak naprawdę więcej, bo spędzam go efektywniej.

      Usuń
  7. Ja nie mam tego problemu mi siedzenie w domu edukowanie córki sprawia ogromna radość znalazłam czas na pasje gotowanie szycie czy kreatywne zabawy z córka do pracy musze wrócic jesienia ale jeszcze się ciesze tym co mam

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam to... też tak miałam, gdy siedziałam z Młodym w domu. A potem poszłam do pracy... I... wróciłam do domu! To pewno indywiduala sparwa każdej z nas, ale... mimo tego, ze byłam lepiej zorganizowana, mimo tego, że mogłam odetchnąć innym powietrzem niż to domowe... Męczylo mnie to, ze na osiem godzin znikam z życia mojego dziecka, choc ono przeciez teraz jest już bardziej samodzielne. Ale brakowało mi tych radosnych poranków i tych słodkich wieczorów... (parcowałam na zmiany). Teraz jest lepiej - robie, co lubię w domu. Ale też Młody już nie jest taki Młody. Chodzi do przedszkola, więc i dzień jest inaczej zorganizowany...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam tego kłopotu. Jestem w domu już osiem lat.Tak właśnie sobie to uświadomiłam.....ale nie przeszkadza mi to :) Każdy jest jednak inny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, każdy jest inny i ja wiem, ze nie nadaję sie do siedzenia w domu ;)

      Usuń
  10. Ja znow mam na odwrot. Dla mnie chodzenie do pracy to szara rzezywisosc. Codziennie to sama. Rano wstac wyszykowac sie do pracy, w pracy codzien to samo, jeszcze nerwy zeby ze wszystkim na czas wyrobic i wyjsc o normalnej godzinie z pracy. W domu kazdy dzien jest inny, niby tez coziennie wstaje, sniadanie, zaprowadzic do szkoly, przedszkola, ale nigdy niewiem co przyniesie dzien ;). Dla mnie maciezynki moglby trwac cale zycie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja potrzebuję samorealizacji, poczuć, że nadaję się nie tylko do podawania obiadu, podcierania tyłka i robienia prania. I bardzo chcę wrócić do pracy

      Usuń
  11. Podobne odczucia nie są mi obce. Z tym, że u nas jedyną alternatywą dla mojej opieki jest żłobek, a z tego nie chcę zbyt szybko korzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym nie chciała korzystać ze żłobka. U mnie na szczęście mąż na zmianę z dziadkami pewnie by się zajęli Młodym, bo Polka pół dnia w przedszkolu.

      Usuń
  12. Iza też to przezywalam zanim wrocilam do pracy.Teraz kiedy wrocilam do pracy tesknie,za czasem z dziecmi,za codziennym stalym harmonogramem,za rozleniwieniem.powodzenia w powrocie do rzeczywistosci-zobaczysz zatesknisz jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię- dobrze mi było przed ciążą, kiedy pracowałam ;)

      Usuń
  13. przy pierwszym byłam na urlopie 8 m-cy i byłam z siebie strasznie dumna, że tak pięknie łączę pracę z domem. Przy drugim wyluzowałam, 4 m-ce urlopu w ciąży, rok macierzyńskiego i trochę wychowawczego - w sumie dwa lata. I czułam się super, naprawdę powrót do pracy, którą wydawało mi się, że kocham, był traumą. "Siedzenie" w domu było naprawdę bardzo dobrym czasem w moim życiu, tęsknię czasem do tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi z kolei jakoś łatwiej przyszło siedzenie w domu z pierwszym dzieckiem, niż z drugim. Teraz chcę się jak najszybciej wyrwać ;)

      Usuń
  14. Ewidentnie potrzeba Ci zmiany bo się tylko męczysz :( ale jeszcze trochę i będzie wiosna, a z wiosną wszystko jest piękniejsze, więcej słońca na dworze, dni są dłuższe i przybywa nam siły :) Albo może jakiś mały urlopik od tego wszystkiego, chociaż na jeden dzień, dzieci do dziadków a Ty będziesz mieć troche wolnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden dzień nie poprawia sprawy- próbowałam ;) Potrzebuję stałej zmiany i wiem, że idąc do pracy będę miała chęć i powód by ruszyć rano tyłek z łóżka.

      Usuń
  15. Każdy ma swoje preferencje, mnie na przykład jest najlepiej w domu i za żadne skarby nie dałabym się zaciągnąć do pacy na etat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie tyle się dzieje, że na monotonię nie możesz narzekać ;)

      Usuń
  16. Od sześciu miesięcy jestem pełnoetatową mamą. Pół roku wystarczyło, aby w tej nowej roli się odnaleźć, a w pozostałych pogubić. Myślę, że kolejne dni/tygodnie/miesiące z maluszkiem będą przebiegały pod znakiem poszukiwania siebie i nauki łączenia różnych ról. Najważniejsze to nie zapomnieć, że oprócz bycia mamą jest się również kobietą. Może bardziej 'zarobioną', mocniej zaangażowaną, ale wciąż odrębną jednostką. Najgorzej to stopić się z dzieckiem i przestać zauważać siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, ja swojego "ja" nie zgubiłam, nie stopiłam się z dzieckiem i chyba dlatego tak bardzo chcę się wyrwać z domu ;) Bo nie jestem tylko mamą i chcę nadal być sobą

      Usuń
  17. Ten wpis i komentarze pokazuje, jak bardzo my ludzie jesteśmy różni. Dla jednych bycie w domu z dzieckiem to raj, dla innych udręka szarej codzienności. Iza ja miałam podobne odczucia do twoich, więc doskonale cie rozumiem.

    Trzymam kciuki, by powolutku wszystko się wyprostowało... już sama wiosna będzie pomocna, zobczysz!

    Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak depresyjnie trochę. Nie daj się 💪💪💪

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja jestem z Młodym w domu już ponad dwa lata. Raz mnie taki stan rzeczy zachwyca - a innym razem daje naprawdę porządnie w kość. Z jednej strony chciałabym już pójść do pracy - a z drugiej mnie to przeraża i obawiam się, że będzie generowało zdecydowanie więcej stresów. Na razie czekam do końca urlopu wychowawczego - a potem życie pewnie samo przyniesie jakieś rozwiązanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem co mnie czeka, bo mam za sobą doświadczenie "rozstania" z Polką. I dla mnie to nie był stres, bo wiem, że moje dziecko ma dobrą opiekę, a ja mogę trochę pomyśleć o sobie ;)

      Usuń
  20. Grunt żebyś Ty się spełniała :) Ja na razie jestem zadowolona z mojego macierzyńskiego...chociaż bywa, że czasem bym na jeden dzień wyskoczyła do biura popracować :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja miałam tak samo miałam wrócić po roku macierzynskiego do pracy ale juz po 8 miesiącach się czułam średnio i wtedy nadarzyła się okazja by najpierw na godziny wrócić do pracy. A później nawet dostałam propozycje zmiany pracy i tak jak Ulka miała 9 miesięcy wróciłam do pracy a właściwie zmieniłam pracę. Troszkę miałam wyrzutów sumienia ale poczułam się na nowo szczęśliwa i potrzebna
    Gorąco pozdrawiam
    KAROLINA. (MAMA W KITLU I DZIECIAKI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś łatwiej się wraca do pracy przy drugim dziecku ;)

      Usuń
  22. Ja już się nie mogę doczekać, aż się młoda urodzi i cieplej będzie. Obecnie 31tc a ja siedzę od kilku miesięcy w domu i kota już dostaje. Niby mam mnóstwo czasu. Mogę się wysypiać, oglądać seriale, czytać, brać długie kąpiele, spotykać z przyjaciółkami, blogować całe dnie... Jednak brakuje mi jakiegoś zajęcia. Nudzę się w tej ciąży już. I jakoś mi się nie chce. Bo ciemno, zimno i ponuro. Ostatnio nawet wyjście z psem czy do sklepu pod domem staje się dla mnie atrakcją z nudów. Więc niecierpliwie czekam, aż młoda wyjdzie i da mi zajęcie jakieś bardziej satysfakcjonujące... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wyjście do Biedronki to już wydarzenie tygodnia- znam to ;)
      Będzie na pewno inaczej :P

      Usuń
  23. Bardzo lubię takie teksty, prawdziwe, szczere, bez zbędnego różu, lukru i bitej śmietany! Brawo za odwagę! Kochana, masz prawo tak się czuć, jestem pewna, że praktycznie każda mama przechodzi takie ,,mini kryzysy" w swoim macierzyństwie. Dla jednej to chwilka, a dla innej odbija się nieco szerszym echem! Nie miej do siebie żalu - takie jest życie... Super, że starasz się w tym wszystkim rozwijać, pogłębiasz swoje kompetencje - chwała Ci za to! I jak widać nie jest jeszcze z Tobą tak źle, skoro potrafisz i chcesz inwestować w siebie. Właściwa postawa! Trzymam za Ciebie mocno kciuki! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po Twojej myśli!
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :* Już samo zapisanie tych myśli podziałało ciut oczyszczająco :) Z uporem idę do przodu ;)

      Usuń
  24. Ja bym nie zdzierżyła siedzieć tyle czasu na macierzyńskim. O nieee! Dlatego nie chcę mieć dzieci.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  25. tak, to zdecydowanie jesienno-zimowy dołek. Mam nadzieję, że nie przetrwa on do wiosny, bo wiosną życie rodzi się na nowo, pojawia się zapał... i to najlepszy czas na zmiany. Mam nadzieję, że zrealizujesz swoje plany i na Twojej twarzy pojawi się uśmiech ! :* uśmiech niewymuszony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy rok- nowe plany- mam zamiar sporo w tym roku zmienić ;)

      Usuń
  26. Iza, trzymam mocno za Ciebie kciuki! Masz rację, że dzieci będą szczęśliwe tylko wtedy, kiedy ich mama będzie czuła się szczęśliwa i spełniona. Jestem daleka od zdania, że kobieta decydując się na macierzyństwo powinna wyrzec się życia, zrezygnować z siebie i w całości oddać się wychowaniu dzieci. Trzymaj się mocno, pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam nadzieję znów poczuć się sobą

      Usuń
  27. Oj, jak ja Cię doskonale rozumiem... Z jednej strony uwielbiam być z moim dzieckiem, ale z drugiej... ta monotonia, jednostajność wpędziły mnie pod koniec urlopu macierzyńskiego w niezłego doła. Potem wróciłam na parę miesięcy do pracy i autentycznie psychicznie odpoczęłam. Potem tak się wszystko ułożyło, że musiałam wrócić do domu, na urlop wychowawczy. I powiem Ci, że teraz jest inaczej. Staram się cały czas robić coś dodatkowo, działać, a w opiece nad synkiem w miarę możliwości pomaga moja mama, a ja wtedy mogę skupić się na pracy i pasjach :) Dużo też wychodzę do ludzi, staram się, jak najmniej siedzieć w domu. Z drugiej strony mam dużo więcej czasu dla synka i to też jest dla mnie wielka radość. Zobaczymy, jak to się rozwinie :) Ale "czysty" urlop macierzyński, codziennie dzień świstaka - nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też podziękuję. Siedzenie w domu mnie dobija, szczególnie jak dzieci chore i nawet na spacer nie mogę wyjść. Byle do wiosny

      Usuń

Podziel się z nami swoją opinią :)