Refleksje

Czerwona kokardka przy wózku...

11:03:00


A czy Ty masz czerwoną kokardkę przy wózku? Chronisz swoje dziecko przed złymi urokami? A może masz na to inny sposób?

Czerwona kokardka i Mamuna
Zawsze śmiałam się z czerwonych kokardek przy dziecięcych wózkach. Jakoby miały one chronić przed złymi urokami. O, taki pogański zabobon. Zazwyczaj w połączeniu, z nijak niepasującym do wierzeń, świętym medalikiem. Bo co ma piernik do wiatraka... Polka przy wózku nie miała ani jednego, ani drugiego. Emil też nie ma. Wydaje się, że owe kokardki nie są już tak popularne. Czyżbyśmy przestali wierzyć, że ktoś nam może dziecko zauroczyć? Większość matek wiesza je w takiej wierze, by wredna ciotka, podejrzana sąsiadka czy po prostu zła kobieta im, broń Boże (i tu do kompletu medalik) dziecięcia nie ociotowała. Bo się dziecko popsuje, niespokojne będzie, płacze po nocach, ryki, krzyki i inne cyrki, a jeszcze może mu się jaka krzywda stanie. Wieszają więc, w myśl dawnych wierzeń, te czerwone wstążki, co by całemu złu zapobiec.

Ale, ale... kokardka pierwotnie nie miała służyć tylko złym kobietom w ludzkiej postaci. Czytając Zapomnianą Księgę, zaciekawiła mnie demonologia słowiańska. I tak trafiłam na Mamunę. To demon z naszych dawnych wierzeń, który dręczył podobno ciężarne i położnice. Porywała dzieci lub podmieniała- na gorsze. Ponoć wyglądały jak półkobiety, półzwierzęta lub baby porośnięte całe włosami. Takie babskie niewiadomocoto. I właśnie w ochronie przed nimi wieszały młode matki czerwone kokardki lub takie wiązały wstążeczki na rączce. Zabobon ten pewnie ewoulował i z Mamuny się wredne babska zrobiły, co to ociotować chcą dziecię. 

Odczynianie uroków i czarcie żebro
Nieroztropnie więc, czerwonej kokardki do wózka nie przypięłam. Olaboga! A jak mi ktoś dziecię (nie daj Bóg) zauroczy? Zawsze pozostaje odczynianie uroków. Ponoć jest wiele sposobów, jakieś przelewanie nad głową dziecka jajka czy wosku, przemywanie buzi pieluchą, czy inne cuda. Najpopularniejszym jednak jest kąpiel w czarcim żebrze. Kąpiemy pociechę i jak na powierzchni wody pojawią się tzw. kłaczki, to zło z dziecka wyszło i już. Śmiejecie się? Sama Polkę w czarcim żebrze kąpałam! Ale nie by odczyniać uroki, a dziecko zrelaksować. Bo ziele ostrożenia (to właściwa nazwa i pod nią szukajcie czarciego żebra w aptece) działa relaksująco, oczyszcająco przy chorobach oraz wspomaga leczenie chorób skóry. Ziele można też pić. "Kłaczki" nam w kąpieli nie wyszły, więc zgodnie z wierzeniami, Polka zauroczona (ani chora) nie była- ot diabelską ma naturę sama w sobie ;)

Zastanawiając się, czy sama ową kokardkę przy wózku miałam, znalazłam moje zdjęcia z dzieciństwa. Kokardki jak widać powyżej brak (a może była, tylko na zdjęciu nie ma?). Widać także, że Emil chyba jednak do mamusi podobny :)



A Wy? Przypinaliście kokardkę do wózka? Kąpaliście dzieci w czarcim żebrze?

PODOBNE POSTY

32 komentarze

  1. Już kiedyś widziałam Twoje zdjęcia jak byłaś mała :).
    U nas żadne zabobony nie mają miejsca, a Lili w gondoli miała medalik Maryjii. Dostała śliczny od babci i postanowiliśmy, że na początku tam będzie jego miejsce ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe gdzie? :P
      Medalik sam ok, kokardka sama- co kto lubi, ale razem mi nie pasuje :)

      Usuń
    2. U Michała rodziców kiedyś stare foty mi dali do obejrzenia :).
      Nie no razem się wykluczają i to bardzo :D

      Usuń
  2. Już kiedyś widziałam Twoje zdjęcia jak byłaś mała :).
    U nas żadne zabobony nie mają miejsca, a Lili w gondoli miała medalik Maryjii. Dostała śliczny od babci i postanowiliśmy, że na początku tam będzie jego miejsce ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja miałam czerwoną kokardkę przy wózku tzn. moi chłopcy mieli bo czy przy moim osobistym wózku była to nie pamiętam :) A dlaczego mieli? Na pewno nie ze względu na uroki bo w takie rzeczy nie wierzę ot taka głupawa i nieszkodliwa świecka tradycja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w sumie tradycja trochę, bo skoro nasze matki, babki wieszały...

      Usuń
  4. Mieliśmy czerwoną kokardkę przy medaliku, nie ma to jak połączyć wiarę z zabobonem. Sami ich nie przypięliśmy, bo mieliśmy pożyczony wózek i już w nim były. Czy ja miałam we własnym wózku czerwoną kokardkę? Nie wiem, pamiętam że w kożuszku, który miałam jako kilkulatka miałam medalik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) No własnie mi ta wiara z zabobonem nie pasuje :)

      Usuń
  5. Hehe. Powiesz szcze - Zofii zawiązałam, potym, jak jej Cygan zakrzał do wózka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nasze dzieci miały kokardki na łóżeczkach

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, uśmiałam się. Ile można się dowiedzieć o naszych polskich zabobonach z Twojego tekstu. :D Ja miałam przyczepioną kokardkę do wózka córki, bez medalika, przez moją mamę. Zgodziłam się tak dla świętego spokoju, bo całą ciążę prosiła mnie, żebym naszyjników nie nosiła, bo jest przesąd że się dziecko owinie pępowiną. I bach, owinęła się... A moja mama nabrała przekonania o ich sprawdzalności. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nosiłam naszyjniki z Polką- owinięta pępowiną kilka razy, z Emilem nie nosiłam, a miał trochę na szyi :)
      Za to jeździłam zawsze pociągiem tyłem do kierunku jazdy, bo tak lubię najbardziej, a dzieci mi się ładnie głową w dół ustawiły :P Zabobonów ciążowych jest chyba więcej nawet niż tych niemowlęcych :)

      Usuń
  8. Kokardka u Gabrysi w wózku była, bo babcia przypięła, a u małej nie było ;) nie wierzę w żadne zabobony! Za to przy moim wózku na 100% była hihi

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas kokardki nie było. Jakoś tak zapomniałam o niej, a im Filip był starszy tym bardziej uważałam to za niepotrzebną rzecz.

    Fajny z Ciebie był bąbel :p

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja dostalam do przypiecia , wiec byla. Gdzies czytalam, ze kokardka zostala umownie uznana za taki symbol, zamiast jaspisu czerwonego Ten kamien ma zapobiegac urokom.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja babcia zawsze mi mówiła, żeby wiązać czerwoną kokardkę, a ja nigdy tego nie robiłam :)
    alexanderkowo.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba taki zwyczaj popularnyw starszych pokoleniach ;)

      Usuń
  12. O czarcim żebrze to ja pierwsze słyszę ale kokardkę przy wózku Dusia miała - moja mama się uparła że musi być i tak se wisiała. ;-) Nie zwracałam na nią uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie właśnie popularniejsze czarcie żebro niż kokardka :)

      Usuń
  13. Miałam kokardkę i przy wózku i w łóżeczku :) A czarcim żebrem to chyba ja powinnam się spłukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha czasem też myślę, że mi by się przydało

      Usuń
  14. My zdecydowanie nie mieliśmy, chodź nie raz słyszałam słowa oburzenia. Ale co tam... mnie bardziej oburza fakt, że osoby mocno wierzące w Boga jednocześnie wierzą w takie bzdury. Czy jedno drugiego nie wyklucza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyklucza, dlatego i ile sama kokardka lub sam medalik by mnie nie raziły, tak obydwa razem zupełnie mi nie pasują

      Usuń
  15. My kokardek nie wieszaliśmy, bo wierzymy w Boga, a nie w zabobony ;) Ale do tej pory mnie trzepie, jak ktoś mówi "tfu tfu jaki ładny chłopczyk" w kierunku mojego syna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie rozumiem fenomenu zaglądania w wózki i pytania czy chłopiec, czy dziewczynka i zagadywania do obcego dziecka. Do dorosłego nikt nie zagaduje, to co mają do obcych dzieci?

      Usuń
  16. Pierwsze słyszę o czerwonej kokardce. We Włoszech, gdy dziecko się urodzi, trzeba je obdarować czymś w kolorze zielonym, bo to podobno odgania uroki. Teściowa od razu posłała nam zieloną bransoletkę, która według niej miała być lekiem na całe zło, więc czasem ją córce zakładałam, ale więcej o tym zapominałam. Mój mąż zaś bardzo tego pilnował :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie we Włoszech zielony jak u nas czerowny. Ale z bransoletką nie głupi zwyczaj, bo zawsze na pamiątkę zostaje :)

      Usuń
  17. Miałam czerwoną kokardkę i w uroki też wierzę. Byłam kilkakrotnie świadkiem sytuacji kiedy naprawdę zła osoba pojawiała się w otoczeniu maluszka. Dzieci wyły, nie można ich było uspokoić. Osoba znikała i jak ręką odjął. Poważnie wydaje się to niestworzoną historią, ale jedno dziecko kilka razy w takiej akcji widziałam i zawsze przychodziła ta sama pani...

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)