Refleksje

Wrzesień i pierwszy miesiąc przedszkola za nami!

18:01:00


Pierwszy taki nasz wrzesień. Pierwszy z obowiązkami, regularnością, pierwszy przedszkolny wrzesień. Jak nam minął? Czy były kryzysy, choroby i problemy?



Adaptacja
Ostatnie dni sierpnia to adaptacja przedszkolna. Dzieci przychodziły na 2 godziny z rodzicami i zaznajamiały się z przedszkolem. A później siuuup- 1 września na głęboką wodę już zostawały cały dzień same. Polka w pierwszym tygodniu była super przedszkolakiem. Tak mówiły panie. Żegnała mnie z uśmiechem, z uśmiechem ją odbierałam, chodziła chętnie i bardzo jej się przedszkole podobało, aż w drugim tygodniu przyszedł...

Kryzys
Pojawił się wraz z katarem. Polka w drugim tygodniu miała nagły zwrot humoru i w przedszkolnej szatni, a nawet jeszcze w sali, odbywały się dantejskie sceny. Trzymała się mnie kurczowo, czasem jeszcze przed drzwiami zaczynała płakać i mówić, że ona chce ze mną wrócić do domu. Jednego dnia trzymała mnie tak 20 minut i dopiero siłą została w sali. Zamykając za sobą drzwi przedszkola, miałam ochotę się rozpłakac jak ona. Na szczęście ten brzydki kryzys odwiedził nas tylko na trzy dni. Pogadałyśmy, poczytałyśmy książeczki o przedszkolu, trochę poodprowadzał Polkę tata, więc teraz przedszkole witamy z uśmiechem, mama musi się o buziaka dopraszać, a Polka z daleka nam już macha, uciekając i upierając się, że drzwi do sali otworzy sama. 
Kryzys dopadł też mnie, bo tak ciężko wstać rano z łóżka... Za to Polka skacze nade mną i pogania.

Gluty, smarki i co teraz?
Poza kryzysem pojawił się też ten katar i odwieczny problem: posyłać dziecko do przedszkola czy nie? U nas smarki były już po pierwszych czterech dniach. Trochę mnie to zaskoczyło, bo nie spodziewałam się ich tak szybko. W drugim tygodniu na 24 dzieci w grupie chodziło 7. Polka przez cały wrzesień opuściła tylko jeden dzień. Tak, posyłam dziecko z katarem do przedszkola. Dalczego? Bo katar to nie choroba i dopóki nie ma kaszlu, gorączki czy innych objawów chorobowych to nawet do lekarza się z nią nie wybieram. Znam swoje dziecko i wiem kiedy jest chore- a odpornosć ma naprawdę dobrą. Zresztą z wyrzutów sumienia wyleczyła mnie... obserwcaja. Innych dzieci i pań. Gdy usłyszałam kaszlącą jedną z opiekunek czy churchające, jak starzy gruźlicy, dzieci, stwierdziłam że katar to nie powód by zostać w domu. Trwał przepisowo tydzień czy jak kto woli 7 dni :)

Co z tą odpornością?
Nabyć ja dzieci muszą i albo przechorują, albo je ominie jak Polkę. Jak wspomóc odporność pisała ostatnio Alina i my stosujemy podobnie: tran, witamina C i wapno, a teraz jeszcze probiotyk. Jeśli katar zaczyna być "brzydki" lub uciążliwy, stosujemy to, co zawsze każe nam nasza pediatra: dwa wieczory z rzędu, przed snem, podaję Polci ibuprofen- przeciwzapalnie. Taka kuracja zawsze się u nas sprawdza. 

Obawy? Czy warto?
Czy miałam jakieś obawy przed pójściem Polci do przedszkola? Żadnych :) No dobra jedną: Czy będzie jadła obiady i śniadania. Poza tym byłam pewna, że sobie poradzi. I dała radę. Nastawienie rodziców ma spore znaczenie, bo pamiętajcie, dzieci czują nasze emocje. 
I to pytanie: czy warto posłać dziecko do przedszkola? Szczególnie, ze teraz siedzę na zwolnieniu w domu. Jasne, że warto! Polka w przedszkolu uczy się wielu rzeczy. Śpiewa, rysuje, integruje z dziećmi, uczy samodzielności. Jej się podoba. Zresztą komu by się nie podobało :P Jeść dostanie, pobawi się innymi niż w domu zabawkami, panie zawsze jakiś fajny temat realizują, na koniec drzemka poobiednia. Sama bym do takiego przedszkola poszła :) 
A Matka? Początkowo w domu było mi tak pusto i cicho. Tyyyle rzeczy miałam zrobić we wrześniu, gdy będę miała wolny czas. W praktyce pół tego czasu przespałam (ach ta ciąża). Te kilka godzin mija tak szybko, a przecież w domu zawsze jest coś do zrobienia. 

We wrześniu wpadłyśmy w stały rytm. Poniedziałek, wtorek... czyli czas przedszkolny. Sobota- dzień baletu. Bo Polka chodzi także na zajęcia baletowe dodatkowo. Sama chciała, nie przymuszam. Niedziela- dzień wolny. Chociaż już w niedzielę zdarza jej się pytać o przedszkole, a w poniedziałek, gdy przy śniadaniu usłyszy, że ma się troszkę pospieszyć, bo czas do przedszkola- na jej buzi pojawia się uśmiech. Bo przedszkole jest fajne! :)

Może i u Was pierwszy wrzesień w przedszkolu/szkole? Jak Wam minął?


PODOBNE POSTY

6 komentarze

  1. Dzielny przedszkolak :) Tosia też chodzi na balet, też sama chciała, więc postanowiliśmy ją zapisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super że kryzys minął, przedszkole jest fajne, u nas nie było placzu, całe szczęście, bardziej niż Oskar przezywam przedszkole ja ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przeżywałam jakoś bardzo. Raczej cieszę się z chwil wolności :)

      Usuń

Podziel się z nami swoją opinią :)