Ciąża

Mama mio- masło do ciała dla kobiet w ciąży. Czy się sprawdziło?

00:52:00



Bardzo długo zastanawiałam się czy zamieszczać tą recenzję. Długo, bo od kwietniowego spotkania Matki Na Dzikim Zachodzie, gdzie otrzymałam (zobowiązując się do recenzji) produkt od marki Mama mio (a właściwie jego miniaturę).
Ucieszyłam się, że produktem tym jest właśnie masło dla kobiet w ciąży, przeciwko rozstępom, bo ciążę planowałam i jak wiecie uadło się- od razu (przez moją skłonność do rozstępów) ruszyłam z testowaniem Mama mio- the tummy rub butter.



To testowanie nie było jednak miłą przygodą. Po pierwsze- nie wiem czego używałam. Z języków obcych to ja jestem noga, a na opakowaniu nie ma słowa po polsku, nawet przyklejonej nalepki, jak to czesto się na zagranicznych kosmetykach zdarza. Na szczęście była ulotka, co to za cudo można też sprawdzić na stronie Mama mio.

Wielkość, a raczej niewielkość, produktu nie pozowliła na rzetelne go sprawdzenie. 30 ml wystarczyło mi na około 10 użyć- smarując brzuch, biodra, biust. Biorąc pod uwagę produkt pełnowymiarowy- 120 ml, wystarczyłby, przy codziennym stosowaniu, na trochę ponad miesiąc- raczej mało wydajny. Cena też nie powala- 125 zł za 120 ml.


Przez trochę ponad tydzień testowania oczywiście nie zauważyłam żadnych zmian- skóra była po prostu nawliżona. I to duży plus, bo nawilżenie utrzymywało się dość długo. Tu jednak kończy się lista pozytywów...


Mnie, jako kobiecie w ciąży, bardzo przeszkadzał zapach. Był taki dziwny, kwaskowy. Mam to szczęście, że mdłości mnie nie męczyły, bo w przeciwnym wypadku stosowanie takiego preparatu byłoby niemożliwe. Zapach na skórze utrzymuje się długo. 

Konsystencja przypominała bardziej gęsty balsam niż masło, troszkę trudno go było wklepać i wchłonąć. 

Co ma masło w składzie? Trudno stwierdzić, bo na opakowaniu go brak, ale podobno bliżej nieokreśloną mieszankę olejków Bio.  Skład znajdziemy dopiero jak pogrzebiemy na amerykańskich stronach (ja ukradłam od Paprykens :) ): Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cyclopentasiloxane, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Stearoyl Glutamate, Beta Glucan, Rosa Canina Fruit Oil, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Argania, Spinosa Kernel Oil, Persea Gratissima Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate, Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Caprylhydroxamic Acid, Glyceryl Caprylate, Cocos Nucifera Oil, Parfum, Limonene, Linalool, Citral, Citronellol, Evernia Furfuracea Extract, Tocopherol 

Cóż, produkt mnie niestety nie zadowolił (a wybredna nie jestem). Na jego niekorzyść działa drażniący zapach i gęsta konsystencja oraz cena, plusem jest w miarę dobre nawilżenie. 

Może Wy używałyście jakiś produktów tej marki i macie lepsze doświadczenia?






PODOBNE POSTY

6 komentarze

  1. Nigdy nie używałam produktów tej marki, do tego jestem trochę zacofana pierwszy raz ją widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przy okazji testowania usłyszałam o tej marce po raz pierwszy

      Usuń
  2. Ja będąc w ciąży używałam kremu na rozstępy z Ziaja. Rozstępy pojawiły mi się po porodzie na brzuchu ( ale nie ma tragedii) i na biuście ale jego rozmiar zmienił się z b80 na d 85 a później wrócił do swojej normy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej ciąży też używałam z Ziaja, rozstępy pojawiły się dwa, w pachwinach, tak mi się biodra rozchodziły, nigdzie indziej :P Ale mam pełno z okresu dorastania niestety na udach i tyłku :P

      Usuń
  3. Ja w pierwszej ciąży używałam kilku kremów i olejków przeciwko rozstępom. Kupiłam nawet taki który używany jest w chirurgi plastycznej na blizny, kosztował jakiś chory majątek, ale byłam już zdesperowana i przerażona jakością swojej skóry. Rozstępy niestety i tak się pojawiały jak szalone. W końcu olałam sprawę, bo już nic nie dawało rady, a moje ubrania, przede wszystkim piżamy, były po kilku założeniach do wyrzucenia (olejowe środki nie chciały zejść nawet w pralce).
    W drugiej ciąży nawet nie podchodziłam do tematu rozstępowych cud-kremów. Dopiero pod koniec ciąży skusiłam się na najzwyklejszą oliwkę dla dzieci Bambino. Przyjemnie pachniała i koleżanka gwarantowała, że jej pomogło. Była tania jak barszcz, a z ubrań spierała się bez problemu, pomimo tego nie wierzyłam za bardzo w jej działanie. Po czasie zauważywszy jednak, że nowe rozstępy się nie pojawiają (w takim zastraszającym tempie). Natomiast po ciąży skóra bardzo ładnie dochodziła do siebie. Jestem 1,5 roku po porodzie i oprócz kilku gorszych miejsc reszta ciała jest w bardzo dobrej kondycji. Rozstępów właściwie brak! Sama już nie wiem od czego to zaleta, czy rzeczywiście to zasługa oliwki Bambino? Na pewno nie tych wszystkich reklamowanych kremów za bajońskie sumy ;)
    P.S. Tak jak Katarzyna Anc nie znam przedstawianej przez Ciebie marki, pierwszy raz się z nią spotykam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz testuję różne, w pierwszej ciąży używałam Ziaji, ale chyba tylko ten jak na razie mi nie przypasował.

      Usuń

Podziel się z nami swoją opinią :)