Refleksje

Wczorajsi rodzice też nie dawali czasu

14:59:00


Po artykule Małgorzaty Ohme pewnie wielu rodziców, tak jak i ja, usiadło i pokiwało głową. Tak. Nie dajemy naszym dzieciom zbyt wiele czasu. Zbyt dużo spędzamy go w pracy, zbyt wiele zajmują nam codzienne sprawy, a jeszcze dzieci znikają na przeróżnych zajęciach. Świat pędzi, pędzimy i my, a czas przelatuje nam przez palce. Poczucie winy wierciło mi dziurę w brzuchu.
Cofnijmy się jednak o lat 20, 30... Nasi rodzice, wczorajsi rodzice też nie dawali nam czasu. A czasem jeszcze mniej. Byli w pracy, zajmowali się domem, a my, dzieciaki, buszowaliśmy po podwórkach czy boiskach. Często nie fundowali nam dodatkowych zajęć, bo i wyboru takiego jak dziś nie było, albo nie było pieniędzy. Rodzicielstwo bliskości też nie było zbyt popularne....


Moja mama wiecznie była w pracy. Prowadzenie własnej firmy nie jest łatwe. Wcześnie wróciła po porodzie do zawodowego życia. No i czwartemu dziecku nie poświęca się już tyle czasu co pierwszemu. Nie pamiętam wspólnych zabaw, czy wspólnego odrabiania lekcji. Bawiłam się z rodzeństwem lub sama, nie chodziłam na dodatkowe zajęcia (jedynie do zuchów). Mamy miałam mało. Czy mam jej to za złe? Nie. Wiem, że musiała. By utrzymać rodzinę. Nie harowała dla przyjemności. Pracowała by nam zapewnić dobre życie. 

Ja też nie dla przyjemności wychodzę przed 7 rano i wracam przed 19. Nie dla przyjemności nie ma mnie prawie 12 godzin w domu (na szczęście nie codziennie i część pracy mogę wykonywać zdalnie). Też wolałabym w ciągu tych godzin posiedzieć z Polcią na podłodze i układać puzzle. Wolałabym nic nie robić lub ganiać z nią po placu zabaw. Staram się jej dawać tyle czasu, ile mogę. Staram się ten czas wykorzystywać jak najlepiej. Mam świadomość jak szybko ucieka i jak szybko nasze dzieci rosną. Nie oglądając się na nic.

To nie prawda, że nie będą szukać kontaktu. Będą szukać. Pytanie tylko, czy my tę prośbę zobaczymy. Jechałam dziś tramwajem. Jak co dzień. Dziś jednak stała obok mnie matka z dwójką dzieci. Starsza dziewczynka rozmawiała z mamą, ale co chwila pytała "o czym porozmawiamy". Dość irytujące, ale to było wołanie. Mamo potrzebuję cię więcej. Czy zostało zauważone?

Mam wrażenie, że kupujemy sobie czyste sumienie. Dobrymi ciuchami, pozalekcyjnymi zajęciami. Odfajkowujemy macierzyństwo na liście zadań. Nawet czas poświęcany dziecku. No przecież z nim siedzę, chodzę na uroczystości przedszkolne, inwestuję w przyszłość... Zabrakło mi jednego w artykule Pani Małgorzaty. Poświęcony czas nie równa się poświęconej uwadze. 

Bo ja mogę być z tym dzieckiem i cały dzień, a go naprawdę nie widzieć. Mogę siedzieć w domu nieszczęśliwa, niespełniona zawodowo czy po prostu znudzona. Może mnie nie być stać na pozalekcyjne zajęcia i spędzać z dzieckiem więcej czasu. Nie ma złotego środka. Nie ma miary na dobrą ilość czasu spędzanego z dzieckiem. I nie będzie.

Możemy tylko wykorzystać dobrze ten czas, który nam pozostaje. Możemy poświęcać dziecku uwagę, interesować się nim i jego małym, wciąż rosnącym światem. Możemy my po prostu dziś zapytać: O czym dziś porozmawiamy? Wczorajsi rodzice też mieli mało czasu. A jednak. Starczyło go dla nas.

PODOBNE POSTY

13 komentarze

  1. Choć siedzę z dziećmi w domu. Choć teoretycznie jesteśmy razem to mam wyrzuty sumienia że mało czasu poświęcam każdemu z trójki dzieci. Pranie sprzątanie gotowanie to zajmuje trochę czasu. Choć nie musi byc sterylnie to sprzątać trzeba, rzadko kiedy każdemu z osobna mogę poświęcić czas. Jestem sama z nimi mąż pracuje po 12-14 h własnie po to by nas utrzymać. Ale za to zrezygnował z pracy w soboty żeby mieć dwa dni tylko dla rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy w ciagu tygodnia tata ma niedosyt to rozkłada łóżko w salonie i starsze dzieci idą z nim i śpią razem w nocy. Bardzo to lubią

      Usuń
    2. Ja mam wciąż niedosyt, więc wciąż śpię z Polką :)

      Usuń
  2. Dokładnie, bardzo słusznie napisałaś - wcale nie jest tak, że nagle nie dajemy dzieciom czasu. Ja jako kilkulatka zostawałam już sama w domu (teraz nie do pomyślenia coś takiego, zaraz by jakiś sąsiad opiekę społeczną zawiadomił). Przez rok byłam całymi dniami tylko z nianią. Za to rodzice mojego męża szli na cały dzień w pole i zostawiali go z bratem.
    To takie pierwsze z brzegu przykłady.
    Ja myślę wręcz, że teraz rodzice poświęcają dzieciom więcej uwagi. W moim pokoleniu jako dzieci biegaliśmy z kluczami na szyi, teraz wszędzie dzieci się wozi, odbiera, organizuje czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja całymi dniami bawiłam się sama. Też mam wrażenie, ze teraz dajemy dzieciom tego czasu, uwagi i ciepła, znacznie więcej

      Usuń
  3. to prawda - liczy się uwaga i głębia relacji
    niestety, zbudowanie więzi wymaga poświęcenia czasu, którego faktycznie ciągle za mało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasu zawsze będzie mało. Nasza w tym rola, by go dobrze wykorzystać

      Usuń
  4. Ja również się zgadzam. Myślę, że dzięki Tobie i takim artykułom jak właśnie Małgorzaty Ohme możemy sobie zrobić porządny rachunek sumienia :)

    Pozdrawiam, www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ilość, a jakoś jest ważna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj ja mam wrażenie właśnie że kiedyś tego czasu dawało się o wiele mniej... ja nie pamiętam chwil z rodzicami, kiedy się ze mną bawili, kiedy czytali książki czy oglądali bajki bo prawdopodobnie wcale ich nie było.

    Teraz, choć mi się czasem nie chce, staram się poświęcać dużo czasu córce, by miała co wspominać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, dawali mniej. Mam wrażenie, że my oddajemy naszym dzieciom to wszystko, czego sami nie mieliśmy

      Usuń

Podziel się z nami swoją opinią :)