Refleksje

Po prostu razem

14:36:00

Matka buja w obłokach. Buja się też od urlopu do urlopu. Jeszcze w grudniu rozmyślałam o wakacyjnym wyjeździe, odliczając kolejne miesiące, zanim nastanie beztroskie wolne...
Aż tu nagle w styczniu Ojciec Mateusz załatwia nam i funduje lutowy wyjazd w góry, do Szklarskiej Poręby, a podczas tego urlopu dowiadujemy się, że wygraliśmy tygodniowy pobyt w Tatrach. Matka przegania więc zimową depresję i buja się dalej, już w urlopowej euforii, przesuwając myśli o letnim wyjeździe w czasie i w kalendarzu. Dlaczego tak lubię wyjeżdżać? Dlaczego myśl o wakacjach podtrzymuje mnie przy życiu przez wszystkie jesienno-zimowe dni i tygodnie?

Odpowiedź jest niby prosta- bo w końcu odpocznę, odstresuję się, zresetuję, zregeneruję siły, by mieć je na pracę zawodową i codzienne, domowe przygody. Bo poznam nowe miejsca (wszyscy uwielbiamy zwiedzać), ponapawam się widokami innymi niż za oknem. Niby wszystko na wierzchu, ale taki rodzinny wyjazd ma tez drugie dno. Dno, ale nie dół. Raczej warstwę rodzinnej sielanki, niezmąconej codzienną rutyną. Bo na urlopie jesteśmy wszyscy razem.

Razem. Tak naprawdę razem, bo skazani tylko na siebie. W nowym miejscu, setki kilometrów od domu (czy nawet z 50 km), znamy tylko siebie nawzajem. Męża, żonę, dzieci, mamę, barta, siostrę. Tylko sobie ufamy, głównie ze sobą przebywamy. Do tego na ograniczonej przestrzeni, bo pokoje hotelowe czy pensjonatowe są przecież mniejsze od naszego mieszkania (ja zawsze po powrocie nie mogę wyjść z szoku, jaka ta nasza salonokuchnia, 20m2, jest duża i pusta :) ).

Jesteśmy razem. I tak kilka dni, powolnie, mimowolnie, czasem nie do zniesienia, razem. Bez "zaraz kochanie, mama musi ugotować obiad". Bez "później, bo spóźnię się do pracy". Bez "nie chce mi się z tobą bawić, bo jestem zmęczona". Bo nic nie muszę. Nie idę do pracy, nie gotuję, nie muszę się niczym męczyć. 

I tak razem. Nie każdy sobie, jeden w pracy, drugi w domu, trzeci w przedszkolu czy gdzieś tam jeszcze.Wszyscy jesteśmy razem, bez obowiązków, bez problemów, oderwani od rzeczywistości, ale nie oderwani od siebie. Razem zachwycamy się latającym motylkiem, razem odkrywamy piękno okolicy, razem powolnie trwonimy czas. Razem doświadczamy tego samego, w tym samym czasie. I Czasem, na końcu, razem,  dochodzimy do wniosku, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. A dom jest tam, gdzie jesteśmy RAZEM.

PODOBNE POSTY

15 komentarze

  1. Doskonale to ujęłaś! Też uwielbiam urlop, bez względu na to gdzie go spędzam - ważne, że z NIMI :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, też tak uważam - własne miejsce na świecie to rodzina:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak byłam mała i wyjeżdżałam na kolonie- zawsze tęskniłam za domem i w połowie najchętniej bym wróciła. Teraz wcale nie tęsknię, bo swój dom mam wszędzie tam, gdzie są Oni :)

      Usuń
  3. Otóż to :)
    Najlepsza strona wyjazdów :)
    Dobrze, żeby korzystać w tym momencie z bycia razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo mało mamy okazji by pobyć naprawdę razem

      Usuń
  4. Uwielbiam te wspólne chwile, tylko dla siebie wzajemnie... Hmmm, czas pomyśleć o urlopie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gorzej jak dzieci zaczynają już wyjeżdżać samotnie. Wtedy zaczyna czegoś cholernie brakować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie nadejdzie to w ciągu kilku lat. Jeszcze sporo wspólnych wyjazdów przed nami

      Usuń
  6. Każdy chyba potrzebuje wyjazdu, odskoczni chociaż na weekend:) Takie ładowanie akumulatorków :) Ja na taki wyjazd czekam z utęsknieniem...

    Zapraszam do siebie: http://naszmalycud.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Rodzina to największy skarb :) A taka, która trzyma się razem, tak jak Wy, to już w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)