Refleksje

Do pracy chodzę w dresie, czyli praca zdalna z dzieckiem w domu

21:56:00


Pracować zdalnie zaczęłam, gdy Polka skończyła kilka miesięcy. Po roku poszłam do pracy na cały etat, a teraz część tygodnia pracuję w biurze, część w domu. Tylko jak zorganizować prace w domu z dzieckiem pod pachą?



Wszystko zależy od wieku...
dziecka. Kilkumiesięczny Maluch sporo śpi, chętnie leży w bujaczku czy łóżeczku zajmując się wiszącymi na pałąku cudownościami. Mamy więc średnio kilka godzin dziennie swobody i względnie wolnego czasu. Na drobne zlecenia wystarczało. Z kilkulatkiem nie jest już tak różowo. Śpi albo godzinę w ciągu dnia, albo wcale, wisząc na Matce pół dnia i łażąc krok w krok, wciąż coś wymyślając, wciąż chcąc baje, siku, picie, jeść, przytulić..... Czy w takich warunkach da się pracować?


Zbawienna cisza
Wiem, że jest masa rzeczy do zrobienia: pranie, zmywanie, obiad, przejrzenie nowych postów na FB, ale skorzystaj z tej chwili, gdy Twoje dziecko ma drzemkę. Choćby to była godzina, czy pół. W tym czasie można na prawdę wiele zrobić. W domowych obowiązkach dziecko już nie będzie tak przeszkadzać, zwłaszcza gdy je w to zaangażujesz- dasz potrzymać rurę od odkurzacza, podawać ziemniaki. Zdążysz więc i z obowiązkami domowymi i pracownika.



Najlepsze na deser
Jeśli wiesz, że masz o danej porze usiąść do pracy, spróbuj w tym czasie zając dziecko jego ulubioną zabawką, książką czy po prostu w tym czasie niech będzie jego codzienna porcja bajek w tv. Nie wykorzystuj tych pomysłów na dziecięcą zabawę wcześniej, bo wiadomo- Maluchy szybko się nudzą. U nas sprawdzają się najlepiej klocki Duplo- Pola znika na co najmniej godzinę. Co prawda wcześniej zmuszona jestem zbudować i umeblować domek dla ludzików, ale to niska cena za chwilę pracy w spokoju. Wymyśl nową zabawę. Podarcie paczki chusteczek, liczenie drobnych z portfela, oddzielanie grochu i fasoli. Coś innego, niezwyczajnego, na co zazwyczaj dziecku nie pozwalasz.


Podrzucaj
Dziadkom, mężowi, ciociom, sąsiadce. Komukolwiek, kto by chciał zabrać dziecię Twoje na kilka godzin czy półgodzinny spacer. Z czystym sumieniem, bo jednak pracować musisz. Dobrym pomysłem jest wymiana dzieci. Raz Ty podrzucasz je do kogoś, kto ma swoją gromadkę, a one się wspólnie bawią, raz Ty przyjmujesz całą ferajnę u siebie. Najlepiej ustalić kto kiedy potrzebuje wolnego.

Zarywaj
Niestety nie facetów, a nocki. Gdy już wszystko zawiedzie pozostaje Ci praca, kiedy dzieciaki już śpią. Czyli siedzisz po nocach, z nosem w kubku kawy, myślami w ciepłym łóżku. Niestety najmniej zachęcająca wizja, niestety najczęściej stosowana. Ale wtedy masz spokój, ciszę i... brak wolnego czasu dla siebie.

Do pracy więc chodzę w dresie. W ciągu dnia załączam Poli tv, wysypuję klocki na podłogę, czy każę mężowi ulotnić się z Polą do dziadków. Gdy śpi to... odsypiam razem z nią, a później zarywam nocki. I jakoś się kręci. Zyskuję wiele- oszczędzam na czasie dojazdu (zajmuje mi ponad 3 godziny), dostaję dodatkowe godziny z dzieckiem. Bezcenny czas, którego nie można kupić. Trzeba sobie zapracować, w domu :)



PODOBNE POSTY

23 komentarze

  1. Niedługo wracam do pracy i waśnie zastanawiam się, która opcja jest najlepsza. Czy pracować z domu, czy jednak tradycyjnie zjawiać się codziennie w pracy? U mnie pewnie byłaby opcja, zarywać nocki, bo jakoś bardziej efektywna jestem w godzinach wieczornych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu i tu są plusy i minusy. Jeśli jesteś nocnym markiem, to może warto spróbować pracować w domu :)

      Usuń
  2. O rany... potrzebny był mi ten artykuł :) Nie tylko ja tak mam- przemknęło mi przez myśl. Pani Gackowej z komentarza powyższego powiedziałabym od razu- uciekaj kobieto do pracy poza domem! Jednak to nie takie proste- dojazd, o którym wspomniałaś to poczucie ogromnej straty czasu, no i jednak jesteśmy w domu z dzieckiem, coś ugotujemy same zamiast na szybko odgrzewać (no może nie zawsze), jakiś taki luz psychiczny (pozorny). Mam bardzo mieszane uczucia związane z tym tematem, a idealnym rozwiązaniem byłoby gdybyśmy nie MUSIAŁY pracować, a jedynie skupić na dzieciach i domu. Mam takie znajome i to bardzo szczęśliwe dziewczyny! Nie narzekają, że się nie spełniają zawodowo, nie mówią, że zazdroszczą pracującym tego "wyrwania się z domu" na osiem godzin... Mam trójkę dzieci, za każdym razem miałam inną sytuację, z Julią miałam do pomocy moją mamę i młodszą siostrę, później z bratem się wymienialiśmy, że raz ja "przechowałam" Matiego, a innym razem oni Julię u siebie mieli, więc poszłam do pracy na etat. Ze Stasiem to było jakieś wariatkowo totalne, bo przed jego roczkiem wróciłam do pracy (zmianowej z trzema pracującymi niedzielami- koszmar największy!) potem na jakiś czas na wychowawczy, gdy sytuacja finansowa stała się bardzo trudna poszłam z powrotem do pracy, jeszcze jeden wychowawczy i kolejny powrót do pracy...następnie ciągłe L4 na jedno lub drugie dziecko... Nie pamiętam wiele z tamtego okresu i pierwsze trzy lata życia Stasia umknęło mi :/
    A kiedy urodziła się Marysia byłam już na własnej działalności- jedną pracownię mam w domu, drugą poza, ale tam tylko dwa popołudnia w tygodniu spędzam, z tą własną działalnością matek to w ogóle jest długa historia, a ja i tak już się rozpisałam za bardzo :) Napiszę tylko jeszcze, że teraz dla mnie w grę wchodzi opcja zarywania nocek, niestety bez możliwości odsypiania bo w ciągu dnia sporo obowiązków ze starszymi dziećmi...
    Dziękuję , że mogłam się "wygadać"!
    Bardzo chętnie tu zaglądam, bo piszesz o tym co gdzieś tam w każdej z nas jest i czasami nie może dojść do głosu, bo wydaje się nam, że nie powinnyśmy narzekać. No i w sumie nie powinnyśmy- jesteśmy matkami, które mają pracę, są takie, które jej bardzo potrzebują i chciałyby mieć nasze problemy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To łatwo nie miałaś, szczególnie ze Stasiem.
      Póki co mam tylko jedno dziecko, ale mam wrażenie, nadaktywne :P Przed ciążą studiowałam i pracowałam dorywczo, byłam więc bez macierzyńskiego. Zaczęłam pracować w domu- małe marketingowe, zdalne zlecenia od różnych firm i tak rok, aż zachciało mi się iść do pracy. Później cały etat + dojazdy i się robiło zamiast ośmiu godzin w pracy 10-12, co było niesamowicie męczące i okropne w skutkach dla relacji. Teraz przy zmianie pracy szefowa sama mi zaproponowała bym ze względu na dojazdy 3 dni pracowała w biurze, a 2 w domu. Organizacja czasu pracy w domu jest trudna, a praca bardziej męcząca. Często w poniedziałek z przyjemnością jadę do biura odpocząć :) Z drugiej strony tęsknię i ciesze się, ze mogę spędzić 4 dni z Polą w domu,
      Nas ratują babcie i trzyzmianowy tryb pracy męża, bo bez tego byśmy nie dali rady

      Ciesze się, że czytasz i że to co piszę jest innym bliskie :) To chyba jestem całkiem normalną matką :)

      Usuń
  3. Pracować w domu z dzieckiem to niezłe wyzwanie :)
    Podziwiam Cię Kochana, bo ja to zawsze mam coś do zrobienia i w ogóle w domu to chyba ciężej się skupić.
    Do biura idziesz na te 8 godzin, odbębnisz swoje i koniec, a w domu to praca trwa cały dzień :)
    Ale tak jak sama wymieniłaś na końcu ma to i swoje plusy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu nie dość, że trudno się skupić, to jeszcze pracuje się cały dzień i pół nocy :) Ale za to z Polcią mogę być dłużej
      Mam ten plus, że raport mogę wysyłać w sumie w niedzielę, swoją czwartkowo-piąkową pracę wykonuję więc cały przedłużony weekend, codziennie po trochu. Zawsze się jakoś ta praca rozłoży :)

      Usuń
  4. Dla mnie model mieszany jest idealny. W tygodniu pracuję w domu, wykorzystuję sen Wiktora, zabawę Olka żeby coś przygotować z dokumentów, uszyć itp. W soboty idę do ludzi, potrzebne mi to dla resetu mózgu. Pewnie od marca sytuacja się zmieni ale to jeszcze 3 miesiące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszany jest ok. W pracy odpocznę od Poli, w domu odpocznę od pracy :)

      Usuń
  5. Jesteś bardzo zorganizowana, ja choć nie pracuję mój dzień wygląda podobnie :P No i dresów nie chodzę, jeansy preferuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też raczej jeansy. Albo legginsy :)

      Usuń
  6. Ojj ja też w domu pracuje, od niedawna mam własną firmę, zajmuję się fotografią. Najcześciej tak jak piszesz zarywam nocki, z dwójką dzieci to ja już spokojnie nie usiedze przy obróbce zdjęć, bo włączę te bajki, ale za chwile słyszę "nie chce tej,. nie lubie, mamooooo zmień..." Zostawiać ich razem samym sobie, na dłużej niż 15 minut skutkuje awanturą, raz zaczyna jedno, raz drugie, zabawa w pokoju obok to zaraz "Mamo choć się baw z nami, zbuduj to i to" Ok zrobię, a za chwilę słyszę "Mamo! Pola mi zburzyła, zrobisz jeszcze raz?" hehe także ja pracuję tylko i wyłącznie gdy mąż jest w domu, wtedy ja idę w spokoju na górę z kubkiem kawki i zaczynam pracę, lecz gdy ma on drugą zmianę pracuje jedynie po 21.00 do 2-3 w nocy, ale za to śpię do 10.00 :) także dobrze, że mam tak cudownego męża <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha skąd ja to znam. Co chwila coś, a to domek, a to bajka :) Ja niestety mam mały budzik, bez funkcji drzemki, o nazwie Pola, która skutecznie budzi, tak, że nie zasnę znowu, by pospać do 10

      Usuń
  7. Ja pracuję tylko w ten sposób, w sensie zdalny. Tak na dobre zaczęłam od września, wcześniej jakieś tam pojedyncze sprawy. Miałam nadzieję na 6h wolnego od poniedziałku do piątku, niestety nie przewidziałam aż tylu chorób. No ale trzeba sobie jakoś radzić ;)) Wolę zarywać nocki, włączyć bajkę na godzinę i przez ten czas pisać, po pracy mężnego zamknąć się sama z laptopem gdy oni się bawią, niż być zmuszona do codziennego wychodzenia do pracy i martwienia się, co zrobię kiedy znów mi Martynka zachoruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię chodzić do pracy, a w razie choroby mam sztab pomocników- mąż, babcie :)

      Usuń
  8. Miewam takie epizody i ciężko to znoszę - bo Bisia musi być tam, gdzie ja, a komputer działa na nią jak magnes. No i dzienne drzemki odpadają gdy mama jest w domu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też z drzemkami problem, nie dość, że jest tylko jedna, to często wcale jej nie ma, albo trwa pół godziny

      Usuń
  9. Oj praca w domu to wyzwanie. U mnie w sumie sporwadziło się to do zarywania nocek, bo w dzień była to bezproduktywna próba "udawania", że pracuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja chętnie bym pracowała w ten sposób :) Aktualnie jestem na wychowawczym i nie mogę wrócić na etat, do swojej firmy. Dlaczego? Bo jestem samotną matką, nie mam opieki dla chłopców. Starszego nie przyjęli do przedszkola, Młodszy się nie nadaje do żłobka. Raz na jakiś czas sobie dorabiam, lecz szukam czegoś na stałe.
    Swoją drogą jesteś bardzo dobrze zorganizowana, że umiesz to wszystko połączyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej przymus niż dobra organizacja, bo zawsze coś cierpi, najczęściej porządek :)

      Usuń
  11. Ja jednak wolę jednak pracować w tradycyjny sposób, bo boję się, że któreś z obowiązków zaniedbywałabym. U mnie z czasem na obowiązki domowe jest bardzo krucho przy dwójce i zawsze coś jest nie zrobione, zazwyczaj czas wolny ograniczony do niezbędnego minimum. Gdybym miała jeszcze w domu pracować, to już w ogóle bym chyba nie ogarniała ;) Na prawdę podziwiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trudno się ogarnąć, ale jak trzeba... Poza tym zawsze jestem więcej z dzieckiem, a to chyba największy plus

      Usuń
  12. Pracuję tak już całkiem długo, niestety, zaczynam zauważać, ze chyba doprowadza mnie to już do początków depresji ;) Marzę wręcz, żeby nawet iść na kasę do biedronki, żeby w końcu być wśród ludzi. Pracuję z domu, ale mam sztywne godziny pracy - obsługa czata, maili, dodatkowe prace promocyjne i pierdyliard innych zadań. Niby kontakt z ludźmi, ale co z tego jak zaledwie wirtualny ;( Ogromny plus, to brak konieczności oddawania do placówek przed 3 r.ż., ale gigantyczny minus to brak możliwości oddzielenia pracy od domu, co niestety odbija się na samopoczuciu oraz panujących w domu relacjach ... Nie polecam, chyba że jako chwilowe rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)