Biblioteczka

Mamzille, w książce, w internecie, wszędzie!

15:53:00

źródło


Znacie Mamzille? Na pewno znacie! Przynajmniej jedną. Nawiedzoną mamuśkę, która ciągle rywalizuje z innymi, a jej dziecko i tak jest najlepsze, najpiękniejsze, najgrzeczniejsze, najmądrzejsze nawet jeśli tak nie jest.


Co charakteryzuje Mamzillę? 
ogłasza wszystkim jak to ona długo karmiła piersią,
jej dziecię chodzi tylko w nowych kolekcjach, najdroższych sklepów, nawet do przedszkola czy na plac zabaw,
gardzi kobietami pracującymi, bo nie poświęcają się w pełni wychowywaniu dziecka,
ale sama ma do pomocy zastępy niań, guwernantek, a w polskich realiach babć, ciotek, czy sąsiadek,
zapisuje dziecko na miliony zajęć, np. kurs chińskiego w wieku lat 2,
wysyła dziecko koniecznie do prywatnego przedszkola, co by jej cudowne dziecię nie miało kontaktu z dziećmi plebejskimi z państwowego przedszkola,
koniecznie ma wypasiony wózek, z Ameryki, modny, wyglądający jak kosmiczny pojazd,
wszędzie jeździ swoim luksusowym samochodem, bo w autobusie, pociągu czy metrze czai się zło,
robią ze swojego dziecka trofeum, którym można się chwalić- zawsze jest idealne, nigdy nie marudzi, jest najpiękniejsze...

... i tak można by jeszcze wymieniać w nieskończoność. Mamzilla to mamusia, która po prostu uważa się za lepszą i tylko jej sposób wychowywania jest właściwy.

One są wszędzie! A w internetach aż się od Mamzilli roi. Jedna ma większe, jedna mniejsze objawy.

Jedna blogerka wyśmiewa ubrania z Lidla czy Biedronki, bo ona takich nie kupuje (i z tonu wypowiedzi można wywnioskować, że dzięki temu czuje się lepsza), pokazuje tylko ubranka z sieciówek polskich, częściej zagranicznych, czy z małych firm odzieżowych, najlepiej z nowych kolekcji. A dziecię nie może się w nich ubrudzić,
Inna z kolei uważa, że ubranka z postaciami z bajek to szczyt kiczu, no jak można założyć dziecku koszulkę z Myszką Minnie, a już z Księżniczką Zosią to już ogóle.
Na Facebooku grupa cyckowych mam walczy o wyjście piersi na ulicę, linczując prawie kobiety, które piersią nie karmiły, bo nie chciały i już.

Żyją aferkami, plotkami, wywyższają się, sprawiają, że czujesz się gorsza....

Daj sobie Mamo spokój. Nie jesteś gorsza. Jesteś najwspanialszą mamą świata! Kochasz swoje dziecko i poświęcasz mu swój czas, dla niego nie ma znaczenia jak je karmiłaś, czy ubranka mają metkę ekskluzywnego butiku, jeździ wózkiem za kilka tysięcy- byłaś przy nim, dajesz mu wszystko, w miarę swoich możliwości.

Więc jeśli wolisz ubrać swoje dziecko ładnie i schludnie w Lidlu, a nie lamentować, gdy w przedszkolu zabrudzi farbkami najnowszy sweterek od Ralpha Laurena- brawo, nie jesteś Mamzillą.
Jeśli nie chcesz karmić piersią, nawet miesiąc, rok czy dłużej, a wolisz być szczęśliwszą mamą bobasa na mm- nie wiń się, jesteś najlepszą Mamą dla swojego dziecka.

Mamą trzeba być dla dziecka, nie na pokaz! Dla własnego dziecka, nie dla internetowych, sąsiadki, siostry, znajomej... To nie wyścig matek-szczurów, nie ma tu nagrody na końcu- sława, popularność, pieniądze? Wszystko przeminie, ale uśmiech i miłość Twojego dziecka- nie.

                                                                                                                                            


Mamzille- mamuśki z Manhattanu Jill Kargman to taka właśnie opowieść o toksycznych matkach. Bogatych, dobrze wykształconych, uwielbiających ze sobą konkurować. To dla nich jak gra- czyje dziecko jest najlepsze, czyje najpiękniejsza, a które najbardziej rozwinięte? Do takiego towarzystwa trafia Hannah Allen, która próbuje się odnaleźć w zasadach tej gry. Nie zawsze jej się to udaje, a czy faktycznie chce do niej dołączyć?
Książka w zabawny sposób opisuje perypetie młodej mamy, zaśmiejsz się nie raz, nie raz złapiesz za głowę niedowierzając w pomysły bogatych mamusiek. I jeśli dotychczas goniłaś za tym co najlepsze, uświadomisz sobie, że czasem trzeba przystopować :)

Książkę kupiłam na czytam.pl (wtedy kosztowała koło 5 zł, teraz cena skoczyła w górę)

PODOBNE POSTY

7 komentarze

  1. Niestety pełno jest takich matek :( które nie potrafią zrozumieć, że firmowe metki na ubraniach nie czynią dziecka szczęśliwym. Najważniejszy jest uśmiech na twarzy szczęśliwego dziecka a zachlapane ubranie podczas skakania po kałużach czy "zielone" z trawy spodenki świadczą tylko o beztroskiej zabawie mojej pociechy a zabrudzenia można wyprać..... z resztą, nawet gdy jest to niemożliwe to nie żal ubrań, zakupionych w Lidlu, Biedronce czy Pepco.
    Lepsze to niż wystroić dziecko w firmówki i zakazywać "prawdziwej" zabawy bo ubrudzi kolejne spodenki z Wójcika :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Ja pozwoliłam Polce skakać po kałużach, nawet jak nie miała na sobie kaloszy :) To tylko buty
      Ale nie tylko o ubiór chodzi, raczej o gonienie za czymś lepszym, nie dostrzegając tego, co się ma, czyli dziecka

      Usuń
  2. Dobrze napisałaś ,jak czytałam to to jakbym czytała w swoich myślach :) Ja kupuję ubranka np . w Zarze czy H&M ,ale dobrze zdaję sobie sprawę ,że Ona się wybrudzi czy zahaczy gdzieś o coś i będzie dziurka ,wiem i sama czasem tak mówię i niech się brudzi ,nie zabraniam ,a nawet cieszę się ,bo wiem ,że dobrze się bawiła. A kupuję w tych sklepach ,bo są ładne i dobrze się piorą ... a nie żeby pochwalić się innym !! zdarza się ,że i kupię w Lidlu ,bo też tam są ładne ! :)pozdrawiam http://swiatamelki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kupuję czasem w Zarze czy H&M, dla mnie liczy się jakość ciuszka, a te z dyskontów, czy taniutkich sieciówek czasem naprawdę są lepsze niż szmatki za grube pieniądze.

      Usuń
  3. co racja to racja! nie które matki są straszne ..
    Super, że napisałaś o tej książce .. chyba się na nią skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Można się pośmiać, wzruszyć, zastanowić. Mogłabym tu zacytować wiele stron, słów wartych przemyślenia.

      Usuń

Podziel się z nami swoją opinią :)