Refleksje

Co Ty na to, Tato?

00:01:00

Nie wiem, od której strony ugryźć ten temat, bo od każdej jakoś tak dziwnie smakuje...
Obserwując wypowiedzi mam na blogach czy w komentarzach na FB, mam wrażenie, że zrobiły one sobie te dzieci same... Dlaczego? Wszędzie czytam: mama powinna...mama musi... to dla mamy i dziecka najlepsze... A gdzie w tym wszystkim rola ojca? Bo widzę tylko matki Polki, samowystarczalne cięrpiętnice, którym trudno dogodzić.

Tatusiowie i ich rola w rodzinie, wkład w wychowywanie dziecka wydaje się być spychana na dalszy plan. Bo facet, niczym tysiące lat temu, ma zarabiać na rodzinę czy tam zabić mamuta, przynieść do domu i wystarczy. Tak przynajmniej odbieram wszelkie komunikaty od mam- bo ja tak zdecydowałam: o dziecku, karmieniu, powrocie do pracy... A przecież razem to dziecko stworzyliśmy, razem zadecydowaliśmy, by stworzyć rodzinę- rodzinę, a nie związek matka-dziecko, gdzieś z tatusiem w tle!

Problem jest widać głęboki i ja zauważyłam go już na samym początku mojej macierzyńskiej drogi. Wychodzę ze szpitala i muszę zadecydować, do jakiej Polka przychodni ma być zapisana. Podałam przychodnię, gdzie zapisany jest mąż, bo tam mamy blisko i wygodniej. Proste prawda? Otóż nie, bo dziecko do przychodni musi być zapisane tam, gdzie matka i nie ma zmiłuj. Czyli ja muszę się przepisać razem z nią. Ale po co skoro tatuś już tam należy i to od dziecka? Kompletnie tego nie rozumiem.

Wszelkie decyzje dotyczące dziecka podejmują głównie kobiety. Nie wiem, czy tatusiowie nie chcą, nie mają możliwości, czy po prostu ich to nie obchodzi. Nie wiem, ale wiem, że powinni brać w tym wszystkim udział- w końcu tworzymy rodzinę. 

Nawet kwestię karmienia powinno omawiać się wspólnie i razem ją realizować. No dobra, o ile może ojciec wstać w nocy i nakarmić butelką, to co z karmieniem naturalnym? Tatuś może być z Wami, gdy karmicie. Może wstać i nam dzieciątko przynieść, nawet w środku nocy, może w tym uczestniczyć.

Nie rozumiem także potępiania mam, za to, że w miarę wcześnie chcą wracać do pracy. Bo przecież decydując się na rodzinę, wiedziała, że będzie musiała poświęcić życie zawodowe na rzecz rodzinnego. Ale nie tylko zadaniem matki jest wychować dziecko... A ojciec to nie wiedział? Dlaczego wytyka się matkom, że idą do pracy na te swoje 8 godzin, czy choćby pół etatu, a braku ojca, często nawet od 6 do 19 nikt nie zauważa?

Często słyszę także, że ten mój mąż to nawet przewinąć nie umie, nie da jeść, nie pobawi się.... A dałaś mu mamo szansę?

U nas, od początku, Ojciec Mateusz uczestniczy w naszym wspólnym życiu. Razem przeżywaliśmy pierwsze tygodnie- wziął urlop i pomagał we wszystkim- kąpał, donosił na karmienia, przewijał, kangurował. Razem, czasem i teraz, zawalamy przepłakane przez Polkę nocki. Obydwoje chodzimy do pracy (zaczęłam pracować, gdy Pola miała rok i 4 miesiące), dzielimy się opieką- gdy ja pracuję, Polka głównie jest z tatusiem. Razem decydowaliśmy kiedy przejść na mm, jak szczepić, czy mam wracać do pracy.... Bo tworzymy rodzinę- nikt i niczyje zdanie i rola, nie są spychane na dalszy plan.



Więc, co Ty na to Tato? Czy te wszystkie babskie kłótnie mają sens? Czy kobiety między sobą powinny decydować o swoich dzieciach, czy nie lepiej porozmawiać o tym w kręgu własnej rodziny? Z Tobą Tato?

PODOBNE POSTY

29 komentarze

  1. Tatusiowie- nie wiem jak u innych, ale u nas tatuś ma w dupie i się nie kontaktuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotne macierzyństwo to inna kwestia, bo samotne mamy raczej same decydują o swoich dzieciach, właśnie dlatego, ze tego taty nie ma (lub gdzieś jest, ale ma to gdzieś). Ale dlaczego, jeśli ten tatuś jest, decyduje często tylko matka (a i narzuca swoje zdanie nie tylko ojcu, ale też innym mamom) :)

      Usuń
    2. Na to pytanie niestety Ci nie odpowiem, bo nie znam na nie odpowiedzi... ;) Nie byłam w sytuacji, że tatuś jest. ;)

      Usuń
    3. Ale trzymam kciuki, by kiedyś ktoś był dla Kubusia Tatą i byście razem decydowali o wspólnym, rodzinnym życiu :*

      Usuń
  2. Ja wróciłam do pracy jak Roksana miała pół roku, więc tatuś od samego początku wszystko robił z mamusią a potem jak mamusia poszła do pracy to musiał sobie sam radzić. I do tej pory radzi sobie sam świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy, że mąż musi i nie ma wyjścia zająć się dzieckiem, a okazuje się, że świetnie sobie z dziećmi radzą :)

      Usuń
  3. Zdumiewa mnie fakt, że niektórzy tatusiowe nie mają pojęcia nawet, ile razy w nocy dziecko się budzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy mają mocny sen - wiem coś o tym :P

      Usuń
    2. No mój też ma mocny, albo udaje :) Ale mi się udaje go wykopać z łóżka swoim marudzeniem, że jego kolej :)

      Usuń
  4. Widzisz u nas jest podobnie. Tak samo podejmujemy wszystkie decyzje, ale co z tego skoro załatwiać w większości muszę wszystko ja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mania ma szczęście mieć tatusia, który chce i spędza z nią jak najwięcej czasu, od początku przewijał, kąpał, przebierał itp. I nie pomagał mi a po prostu zajmował się Manią. Bo uważam że pomóc to może babcia albo dziadek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się, że czasami zapominamy o roli taty w życiu malucha. Oczywiście, innym tematem są samotne matki, które na co dzień tego wsparcia od ojca nie mają. U nas na szczęście tata Galganka aktywnie uczestniczył i uczestniczy w wychowaniu. Wiadomo czasami spycha pewne obowiązki na mnie, ale są rytuały, które należą tylko do W. i Igiego. Myślę, że dużo tutaj pomogła genialna szkoła rodzenia, do której chodziliśmy i pani, która tłumaczyła, że tata może uczestniczyć na prawdę we wszystkim, co jest związane z niemowlakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy właściwe podejście, też uważam, że tata może uczestniczyć we wszystkim, wystarczy chcieć

      Usuń
  7. Nawiazujac do przychodni miałam ten sam problem tylko , ze chciałam ja przepisać z mojej do przychodni "taty" . Podeszlismy do okienka i mówimy, ze chcemy przepisac dziecko na co Pani w rejestracji odpowiada, ze dziecko z matka musi przejsc , na co mój mezczyzna odpowiada "a może jestem samotnym ojcem, to co mam zrobic" i ta Pani sie zmieszala i zapytala drugiej co zrobic na co inna odpowiedziała, że przynajmniej jeden opiekun musi nalezec to tej przychodni i bez prolemu w koncu zapisalismy mala :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to szkoda, że nie wiedziałam. Ale po porodzie nie miałam siły się kłócić i po prostu się przeniosłam, bo u nas jeszcze była kwestia położnej, która do nas miała przyjechać, bo nowa przychodnia miała swoją

      Usuń
  8. Ja niestety wiele decyzji muszę podjąć sama, wiele rzeczy muszę zrobić również sama. Tak to jest, gdy mąż wychodzi do pracy o 8 a wraca o 19-20... Codziennie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze tyle godzin go nie ma. Ja teraz też dużo pracuję, ale nie zwalnia mnie to z obowiązków mamy :)

      Usuń
  9. U nas na szczęście mąż się bardzo angażuje. Wiele decyzji podejmujemy razem, część ja, część on, zależy od tego, kto się na czym zna raczej, albo kto akurat jest, jak trzeba ją podjąć. To samo widzę wśród moich znajomych i mam wrażenie, że właśnie ojcowie coraz więcej się angażują, chociaż fakt jak oni chodzą do pracy na tyle godzin to ok, a jak ja kiedyś myślałam o powrocie, a w końcu na działalność się zdecydowałam i bym mieć jednak trochę czasu dla firmy stałego, a nie tylko drzemki i wieczory zapisałam małego do klubiku i chodził 3 razy w tygodniu na 4 godziny, to wielkie ale w rodzinie, że jak, że roczne dziecko już. Szok. Z pierwszym podejmowałam więcej decyzji, bo maż dojeżdżał i 6-18 go nie było, teraz jest dłużej w domu i dwójka dzieci, to też inaczej, ale co możemy to wspólnie się staramy. Próbujemy też być nie tylko rodzicami, ale i małżeństwem nadal, znaleźć czas dla siebie jako dla pary, udaje się różnie, ale przeważnie jest ok. Pozdrawiam i do jutra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że teraz się tak układa. Z czasem dla siebie i męża faktycznie jest czasem trudno, ale warto się starać wyrwać trochę czasu

      Usuń
  10. Jako że nie mamy kontaktu mailowego, informujemy tą drogą.
    W tym tygodniu wystartował nowy agregat zBLOGowani, umożliwiający: generowanie ruchu na blogi które dołączyły, dający możliwość obserwowania blogów i ulubionych wpisów. zapraszamy do rejestracji na www.zblogowani.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. wielu takich tatusiów to pewnie uważa że praca i raz na jakiś czas zajęcie się dzieckiem to jego obowiązek. Takie stereotypy których nie lubie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię, a trudno je przełamać u niektórych

      Usuń
  12. Zupełnie tego nie pojmuję, my dzielimy się obowiązkami... Ale wiesz niektóre kobiety są zmuszone do tego aby samodzielnie podejmować decyzję, mimo iż tatuś żyje z nimi i dzieckiem. Mam znajomą, której mąż nie przewinie dziecka, bo go to odrzuca, w nocy nie wstanie bo on jest zmęczony i tylko to dziecko rozpieszcza... A potem ona zostaje z małą sama w domu i musi znosić fanaberie rozkapryszonej dwulatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ona na to pozwala... Wystarczy, że raz, drugi, trzeci sama wyjdzie i zostawi go z rozkapryszoną dwulatką, to może zmieni zdanie :)

      Usuń
  13. Nic dodać nic ująć. Czasem zadziwia mnie fakt, że niektóre kobiety tylko narzekają na swoich mężów a nie robią nic by żyło się lepiej... Tylko narzucają swoje zdanie i wymagają od innych, by się do niego dostosowywali. Dla mnie małżeństwo to związek partnerski i wszystkie decyzje zawsze podejmujemy wspólnie. M. zajmuje się Cali tak samo często jak ja i nie ma rzeczy, której by przy opiece nad nią/dla niej nie zrobił. Fakt - na blogu trochę mało o naszym tatusiu piszemy, ale to dlatego, że on strasznie nie internetowy jest i nie lubi upubliczniania swojego wizerunku nigdzie. ;) Ale blog czyta, a i czasem mówi o czym pisać, bo to nasz wspólny Calineczkowy Blog. ;)
    Buziaki dla Was dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)