Refleksje

Kryptonit...

12:40:00

Wczoraj było o superwoman. Ale kim superwoman jest naprawdę. Przecież każdy superbohater, pod swą peleryną, jest zwykłym człowiekiem. 

Nie wiem czy ze mną jest coś nie tak, czy z moim dzieckiem, ale wszędzie widzę i czytam o super grzecznych dzieciach. O tym, że siedzenie w domu i zajmowanie się maleństwem to sama przyjemność.

Czy na prawdę zawsze jest idealnie?

źródło


Nie jest różowo. Jest... kolorowo. Czasem wspaniale i faktycznie trąci lukrowanym różem, ale zazwyczaj jest bardzo tęczowo. Od czerwonej wściekłości do szarej bezsilności. Bo szczerze mówiąc wychowywanie dziecka to nie sielanka, ale ciężka praca. Właśnie dlatego jesteśmy superbohaterkami-  codziennie walczymy.

To nie tylko radości i wylewająca się z nas miłość. To strach, zamartwianie się, zmęczenie, czasem złość i bezsilność. 

Mówią: Pierwszy rok najtrudniejszy, później jest łatwiej. Szczerze- pierwszy rok to pikuś, teraz zaczyna się jazda bez trzymanki. Dlaczego? Bo z kilkumiesięcznym dzieckiem możesz zrobić wszystko. Jest w 100% zależne od Ciebie, nie do końca świadome. A wraz z kolejnymi miesiącami coraz więcej rozumie, ma własne zdanie, pokazuje nam szereg emocji, a nie tylko płacz.

Nie jest różowo. Tylko dlaczego zawsze o tym milczymy?

Za nami ciężka sobota. Pochmurna i dusząca jak pogoda za oknem. Zbuntowana dwulatka i chcąca odpocząć Matka to nie jest dobre zestawienie. O tak, dwulatka może być groźnym przeciwnikiem. Burzy porządek, sieje zniszczenie, zalewa falą płaczu. Ale czy jeśli pomarudzę, jeśli powiem, że jest ciężko, to czy kocham mniej? 

Mamy niezwykłe moce, ale nawet Spider-Man, jest zwykłym Peterem Parkerem, a Supermana ograniczał kryptonit. Nie jesteśmy idealne. Czasem też i dwóch superbohaterów nie daje rady, z pozoru niewielkim, przeciwnikiem. Dzisiaj zdejmuję pelerynę superbohaterki i mówię- mam dość. Nie sprzątam, nie walczę, pozwalam na tv, odpoczywam. Przez jeden dzień świat się nie zawali :)

PODOBNE POSTY

11 komentarze

  1. Pikuś to jest do czasu , aż Bąk chodzić nie zacznie.. ba, raczkować nawet;)
    Ale przyznam szczerze, że im dłużej jestem sama z Bąkami, tym bardziej wdzięczna to dla mnie "praca" :)
    Chociaż czasami - na przykład wczoraj - mam dzień, że mogłabym ich udusić. Bo jeden drugiego namawia do rozrabiania,biją się, gryzą, mam dość. a jak już przychodzi czas na sen - i przed snem, ten TYLKO dla nas. biorę do ręki książeczkę a Oni się do mnie przytulają i mówią jak bardzo kochają, to zapominam o tym, że czasami ta opieka nad Bąkami to nie słodkie pierdzenie ale ostra walka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podziwiam wszystkich co samotnie wychowują dzieci. To dopiero superbohaterowie. Mam pomocnika, a i tak czasem nie daję rady

      Usuń
  2. Dokładnie! Mania dopiero skończyła rok ale już chodzi i swoje zdanie też ma. Tylko że prawie zawsze odmienne od mojego :-) Nie jest lekko i czasem chciałoby się wysłać Maluchę w kosmos ale jeden jej uśmiech sprawia że zaraz mija cała złość i zmęczenie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak się wdrapuje na kolana i krzyczy z daleka: Mama tuli, tuli, no jak tu się złościć :)

      Usuń
  3. Pewnie, że nie jest różowo. A są dni, że kolory przemykają przed oczami...ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na karuzeli, szybkiej, z jednej strony masz dość, a z drugiej krzyczysz: jeszcze raz, jeszcze raz, fajnie było :P

      Usuń
  4. Wiem, o czym piszesz bo mam dwulatka w domu i przechodzimy obecnie okres buntu. Buntu przez duże B! Czasami mam już dość i myślę o tym, żeby wyemigrować samotnie na bezludną wyspę. Nie raz też nerwy mi puszczą i zdarzy mi się pokrzyczeć. Czego oczywiście później bardzo żałuję, ale czasu nie cofnę. A gdy zdarzyło mi się wyjechać na dwa dni bez syna, tęskniłam tak bardzo, że nawet jego piski, wrzaski i rządy nie były mi straszne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie spędziłam więcej niż jednej nocy bez Polki (sylwestrową raz), ale dużo mnie nie ma w ciągu dnia. I tak ciągle myślę o niej, czy zjadła obiadek, czy poszła na spacer. Od dzieci nie odpoczniemy, bo często same tego nie chcemy, jakkolwiek by męczące były :)

      Usuń
  5. no to ja lece wyciągnąć nogi na kanapę dopóki mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Około dwóch lat to jest chyba wlaśnie najgorszy czas dla rodzica i dla dziecka. I absolutnie nie jest różowo. Czasem jest czerwono i piana z nerwów się w kącikach ust wytwarza, ale i to mija.
    Potem co rusz inne kryzysy.
    Strach się bać buntu nastolatka, skoro moja prawie siedmioletnia córka dyskutuje ze mną prawie jak dorosła...
    Nie zawsze jest łatwo, nie zawsze jest miło. I myślę, że często popadamy ze skrajności w skrajność. Część niezmiernie i nieustannie narzeka, nie doceniając i nie dostrzegając tego co piękne albo lukrujemy do obrzygania za przeproszeniem, kompletnie zakłamując rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoją opinią :)